{"id":1443,"date":"2017-06-04T06:21:15","date_gmt":"2017-06-04T04:21:15","guid":{"rendered":"http:\/\/www.hfhrpol.waw.pl\/tybet\/?p=1443"},"modified":"2017-06-03T07:46:20","modified_gmt":"2017-06-03T05:46:20","slug":"tan-zuoren-piekno-ostateczne-dziennik-z-placu","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/?p=1443","title":{"rendered":"Tan Zuoren: Pi\u0119kno ostateczne. Dziennik z Placu"},"content":{"rendered":"<p>Kiedy przyjecha\u0142 czo\u0142g, studenci siedzieli w kole po\u015brodku Tiananmen. Rozpoczyna\u0142a si\u0119 uroczysta inauguracja placowego Uniwersytetu Demokracji.<\/p>\n<p><!--more--><\/p>\n<p>Oko\u0142o jedenastej wieczorem peki\u0144skie niebo by\u0142o jeszcze jasne. Ludzie siedzieli na ziemi spokojnie, w milczeniu. Pan Yan Jiaqi, pierwszy rektor, wyg\u0142asza\u0142 wyk\u0142ad o demokracji wczoraj i dzi\u015b, o jej relacjach z systemem prawnym i Chinami. Wartki potok s\u0142\u00f3w unosi\u0142 lekki nocny wietrzyk. \u201eDemokracja to rz\u0105dy wi\u0119kszo\u015bci z poszanowaniem praw mniejszo\u015bci. Demokracja oznacza kontrolowanie w\u0142adzy przez ludzi, a nie jej dyktat. W demokracji rz\u0105dzi prawo, nie cz\u0142owiek. Demokracja jest dobra, Chi\u0144czycy walcz\u0105 o ni\u0105 i d\u0105\u017c\u0105 do niej niezmordowanie od siedemdziesi\u0119ciu lat\u201d.<\/p>\n<p>Nagle z g\u00f3ry, z nieba, da\u0142o si\u0119 s\u0142ysze\u0107 brz\u0119cz\u0105cy d\u017awi\u0119k. Niekt\u00f3rzy wstali, zadzieraj\u0105c g\u0142owy. Ja siedzia\u0142em i czu\u0142em, \u017ce ziemia zaczyna dr\u017ce\u0107. W tej samej chwili pos\u0142ysza\u0142em echo \u0142oskotu, kt\u00f3rego nie zapomn\u0119 nigdy: chrz\u0119st g\u0105sienic rozp\u0119dzonego czo\u0142gu.<\/p>\n<p>Kto\u015b krzykn\u0105\u0142: \u201eBlokujcie drog\u0119! Blokujcie drog\u0119! Blokujcie drog\u0119!\u201d. Ludzie zerwali si\u0119 na r\u00f3wne nogi i krzycz\u0105c do siebie pobiegli ku p\u0119dz\u0105cemu czo\u0142gowi na zachodni\u0105 stron\u0119 Placu, jakby to oni sami mieli by\u0107 barykad\u0105 o wp\u00f3\u0142 do dwunastej trzeciego czerwca osiemdziesi\u0105tego dziewi\u0105tego roku przed Wielk\u0105 Hal\u0105 Ludow\u0105.<\/p>\n<p><em>Ofiara, najwy\u017csza cena Pokoju<\/em><\/p>\n<p><span style=\"color: #000000;\">\u201e<\/span><span style=\"color: #000000;\"><span lang=\"pl-PL\">Blokujcie ulic\u0119! Blokujcie ulic\u0119! Blokujcie ulic\u0119!\u201d. Studenci krzyczeli, biegn\u0105c na zach\u00f3d i p\u00f3\u0142noc, ku alei Chang&#8217;an, naprzeciw czo\u0142gowi, kt\u00f3ry okaza\u0142 si\u0119 lekkim wozem piechoty. Obrzucili go plastikowymi butelkami, kamieniami, a nawet pi\u00f3rami, ksi\u0105\u017ckami i notesami. Opancerzony pojazd jakby zawaha\u0142 si\u0119, a potem gwa\u0142townie zawr\u00f3ci\u0142 ku zachodniej alei Qianmen. <\/span><\/span><\/p>\n<p><span style=\"color: #000000;\"><span lang=\"pl-PL\">Bez rozkazu, bez wezwa\u0144, bez przyw\u00f3dcy, wzburzeni ludzie na Placu zareagowali instynktownie, rzucaj\u0105c si\u0119 do wznoszenia barykad ze stalowych p\u0142otk\u00f3w, koszy i wszelkiego rodzaju odpadk\u00f3w. \u201eKiedy o dziesi\u0105tej sk\u0142ada\u0142em w my\u015blach przysi\u0119g\u0119 \u2013 powtarza\u0142em sobie, miotaj\u0105c si\u0119 jak inni \u2013 wiedzia\u0142em, \u017ce cen\u0105 pozostania na Placu mog\u0105 by\u0107 si\u0144ce, blizny i wi\u0119zienie Qincheng. Jestem got\u00f3w j\u0105 zap\u0142aci\u0107. Po sp\u0119dzonych tu pi\u0119tnastu dniach ze spokojem czekam na taki koniec\u201d. Trzy dziesi\u0119ciolecia rewolucyjnej edukacji nie posz\u0142y na marne. Zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce jestem Szerszeniem, Rudinem, Che Guevar\u0105, <\/span><\/span>Panagoulisem, Pawk\u0105 Korczaginem \u2013 cia\u0142em skazanym na m\u0119k\u0119, na tragiczny koniec, na z\u0142o\u017cenie na o\u0142tarzu. A mo\u017ce w tamtej chwili w og\u00f3le siebie nie rozumia\u0142em.<\/p>\n<p>Nierozumienie siebie nie oznacza\u0142o jednak braku zrozumienia mojego spo\u0142ecze\u0144stwa, mojej historii, kraju, cywilizacji. To przecie\u017c w\u0142a\u015bnie tutaj czterdzie\u015bci lat wcze\u015bniej kto\u015b powiedzia\u0142, \u017ce Chi\u0144czycy powstali. Nie mieli jednak poj\u0119cia, w jakiej sprawie stoj\u0105. W tysi\u0105c dziewi\u0119\u0107set osiemdziesi\u0105tym dziewi\u0105tym intelektuali\u015bci i masy, zjednoczeni jak nigdy wcze\u015bniej, wykrzyczeli razem nadziej\u0119 i determinacj\u0119, wstrz\u0105saj\u0105c \u015bwiatem!<\/p>\n<p>Pojawienie si\u0119 czo\u0142gu zwiastowa\u0142o fina\u0142. Studenci usiedli na schodach pod Pomnikiem Bohater\u00f3w Ludu, czekaj\u0105c w milczeniu. Byli przeciwni przemocy \u2013 i gotowi odda\u0107 \u017cycie.<\/p>\n<p>Kiedy Plac zn\u00f3w ucich\u0142, z oddali da\u0142o si\u0119 s\u0142ysze\u0107 strza\u0142y. Najpierw odleg\u0142e, st\u0142umione, przypominaj\u0105ce noworoczne race, z chwili na chwil\u0119 wyra\u017aniejsze. A potem nagle od strony Muzeum Rewolucji i Wielkiej Hali Ludowej pomkn\u0119\u0142y ku nam pociski smugowe, to pojedynczo, to seriami, roz\u015bwietlaj\u0105c niebo niczym fajerwerki.<\/p>\n<p>Tym razem chrz\u0119st czo\u0142g\u00f3w dobieg\u0142 ze wschodu i wszyscy rzucili si\u0119 w t\u0119 stron\u0119. W rozdygotanym t\u0142umie kto\u015b histerycznie krzycza\u0142, \u017ce rozjechali studentk\u0119 ze szko\u0142y pedagogicznej.<\/p>\n<p>Nagle gdzie\u015b z ty\u0142u rykn\u0119\u0142a Mi\u0119dzynarod\u00f3wka. Obejrza\u0142em si\u0119 i zobaczy\u0142em zawracaj\u0105cy powoli stary, miejski autobus, kt\u00f3ry przerobiono na ruchomy punkt informacyjny. Na widok kolebi\u0105cego si\u0119 g\u0142o\u015bnika w jednej chwili zrozumia\u0142em, co zamierzaj\u0105 uczyni\u0107: roztrzaska\u0107 si\u0119 o czo\u0142g, zabieraj\u0105c z sob\u0105 jak najwi\u0119cej wrog\u00f3w! Pop\u0119dzi\u0142em, pr\u00f3buj\u0105c chwyci\u0107 klamk\u0119 drzwi, kt\u00f3re zatrzasn\u0119\u0142y si\u0119 hukiem. Kto\u015b z szoferki krzykn\u0105\u0142 tylko: \u201e\u017cegnajcie towarzysze\u201d.<\/p>\n<p><em>Bez bicia!<\/em><\/p>\n<p>O wp\u00f3\u0142 do pierwszej czwartego czerwca autobus zatrzyma\u0142 si\u0119 kilkana\u015bcie metr\u00f3w przed wozem pancernym, kt\u00f3ry wjecha\u0142 z alei Chang&#8217;an w barykad\u0119 z koszy na \u015bmieci. Przez chwil\u0119 si\u0119 telepa\u0142, a potem zastyg\u0142. W u\u0142amku sekundy pojazd numer zero zero trzy sta\u0142 si\u0119 celem w\u015bciek\u0142ego ataku. Ludzie t\u0142ukli w skorup\u0119 stalowego \u017c\u00f3\u0142wia ceg\u0142\u00f3wkami, pr\u0119tami i kijami. W mgnieniu oka zarzucono go p\u0142on\u0105cymi ubraniami i kocami. W\u015bciekli ludzie przepychali si\u0119 wok\u00f3\u0142, jakby piekli wielkiego ziemniaka, kt\u00f3rego zamierzali podzieli\u0107 i zje\u015b\u0107.<\/p>\n<p>Podbieg\u0142em z bambusow\u0105 tyczk\u0105 do tylnych drzwi \u017c\u00f3\u0142wia, lecz nim zdo\u0142a\u0142em je d\u017agn\u0105\u0107, odskoczy\u0142y, ukazuj\u0105c dw\u00f3ch \u017co\u0142nierzy ton\u0105cych w k\u0142\u0119bach dymu. Otumanieni \u017carem i czadem nie byli w stanie si\u0119 broni\u0107. T\u0142um powali\u0142 ich na ziemi\u0119, zala\u0142 i zacz\u0105\u0142 w ni\u0105 wdeptywa\u0107 z g\u0142uchym \u0142oskotem. Nie by\u0142o s\u0142ycha\u0107 b\u0142aga\u0144 o lito\u015b\u0107 ani wo\u0142ania o pomoc.<\/p>\n<p>Rzuci\u0142em si\u0119 naprz\u00f3d, chc\u0105c bi\u0107, zabi\u0107 \u2013 a mo\u017ce nie my\u015bla\u0142em o niczym, bo nie by\u0142o takiej potrzeby. Wystarczy\u0142o czyni\u0107 to, co wszyscy, lecz ku w\u0142asnemu os\u0142upieniu zrobi\u0142em co\u015b przeciwnego.<\/p>\n<p>Wepchn\u0105\u0142em si\u0119 w kr\u0105g, po\u015brodku kt\u00f3rego le\u017ca\u0142 bez ruchu \u017co\u0142nierz. Niekt\u00f3rzy kopali go w g\u0142ow\u0119, inni po nim skakali, jakby grali w filmie kung-fu. Nie reagowa\u0142. \u201eKoniec bicia! Koniec bicia! \u2013 us\u0142ysza\u0142em w\u0142asny g\u0142os. \u2013 On zaraz umrze!\u201d. Schyli\u0142em si\u0119, chwyci\u0142em \u017co\u0142nierza za lew\u0105 r\u0119k\u0119 i zarzuci\u0142em j\u0105 sobie na rami\u0119. Jaka\u015b si\u0142a pomog\u0142a mi zarzuci\u0107 na plecy bezw\u0142adne cia\u0142o i ruszy\u0107 z nim w kierunku punktu sanitarnego.<\/p>\n<p>Ale bicie si\u0119 nie sko\u0144czy\u0142o. Ciosy spada\u0142y i na mnie, zatoczy\u0142em si\u0119 i upad\u0142bym, gdyby nagle nie podtrzyma\u0142y mnie jakie\u015b d\u0142onie, kt\u00f3re zaraz unios\u0142y te\u017c praw\u0105 r\u0119k\u0119 \u017co\u0142nierza, pozwalaj\u0105c mi wyprostowa\u0107 plecy. Kto\u015b krzycza\u0142: \u201eBez bicia! Bez bicia! Bez bicia! Bez bicia!\u201d.<\/p>\n<p>Okrzyk podchwycili inni, intonuj\u0105c go jednym, pot\u0119\u017cniej\u0105cym g\u0142osem. W rytm zro\u015bni\u0119tego z tym miejscem skandowania, podtrzymywani przez dziesi\u0105tki r\u0105k zanie\u015bli\u015bmy \u017co\u0142nierza do odleg\u0142ego o kilkaset metr\u00f3w punktu sanitarnego przy Muzeum Rewolucji.<\/p>\n<p>P\u00f3\u017aniej dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce na Placu nie zgin\u0105\u0142 \u017caden \u017co\u0142nierz \u2013 w tym ten nasz, niemal dwumetrowy. La\u0142a si\u0119 z niego krew, ale \u017cycie zosta\u0142o w \u015brodku. Na wszystkich szcz\u0119\u015bcie.<\/p>\n<p><em>To tylko dzieci!<\/em><\/p>\n<p>Kiedy dowlekli\u015bmy si\u0119 na miejsce, upad\u0142em bez tchu. Klei\u0142y mi si\u0119 palce. Dotkn\u0105\u0142em g\u0142owy, plec\u00f3w, piersi i zrozumia\u0142em, \u017ce jestem pokryty krwi\u0105.<\/p>\n<p>Po zachodniej stronie Placu nie by\u0142o ju\u017c \u017cywego ducha. Pod latarni\u0105 na rogu na alei Chang&#8217;an sta\u0142a ubrana na bia\u0142o kr\u00f3tkow\u0142osa kobieta. Kiwaj\u0105c si\u0119 i wymachuj\u0105c r\u0119koma krzycza\u0142a: \u201eNie strzelajcie! Nie strzelajcie! To tylko dzieci!\u201d.<\/p>\n<p>Jak daleko si\u0119ga\u0142em wzrokiem, alej\u0119 wype\u0142nia\u0142y szeregi \u017co\u0142nierzy piechoty, skanduj\u0105cych: \u201eAni kroku w ty\u0142! Zmia\u017cd\u017cy\u0107 wszelki op\u00f3r! Precz z wichrzycielami!\u201d. Na gwizdek w jednej chwili stan\u0119li i usiedli, zmieniaj\u0105c si\u0119 w las stalowych, dwumetrowych rur, kt\u00f3re widzi si\u0119 na ka\u017cdym placu budowy. Wymierzone w niebo, oparte o \u017co\u0142nierzy wygl\u0105da\u0142y pos\u0119pniej i bardziej z\u0142owrogo ni\u017c karabiny.<\/p>\n<p>Kobieta w bieli znalaz\u0142a si\u0119 w ten spos\u00f3b na samej linii frontu. Zrozumia\u0142em, co mo\u017ce si\u0119 zaraz wydarzy\u0107, i ruszy\u0142em do niej, ale ledwie zrobi\u0142em kilka krok\u00f3w, \u017co\u0142nierz powali\u0142 j\u0105 na ziemi\u0119 kolb\u0105 karabinu. Podbieg\u0142em i pomog\u0142em jej wsta\u0107. Mia\u0142a jakie\u015b czterdzie\u015bci lat, po pulchnej twarzy sp\u0142ywa\u0142a krew. \u201eUderzyli mnie\u201d, wyszepta\u0142a. \u201eWidzia\u0142em \u2013 odpowiedzia\u0142em. \u2013 Nie trzeba na nich zwraca\u0107 uwagi. Chod\u017amy\u201d.<\/p>\n<p><em>Zajeba\u0107 sukinsyn\u00f3w<\/em><\/p>\n<p>Gotowy przela\u0107 krew, przyjecha\u0142em do Pekinu pi\u0119tna\u015bcie dni wcze\u015bniej, lekcewa\u017c\u0105c niekonstytucyjny stan wojenny, kt\u00f3rego og\u0142oszenie ignorowa\u0142o uprawnienia Og\u00f3lnochi\u0144skiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych. Dzi\u0119ki ideologicznej emancypacji lat osiemdziesi\u0105tych ludzie zacz\u0119li naprawd\u0119 wierzy\u0107, \u017ce rozw\u00f3j kraju oraz cywilizowane spo\u0142ecze\u0144stwo z jego demokracj\u0105 i wolno\u015bci\u0105 warte s\u0105 ka\u017cdej ofiary. Plac by\u0142 wtedy rajem i marzeniem ka\u017cdego szanuj\u0105cego si\u0119 intelektualisty. Przyjecha\u0142em wi\u0119c \u2013 z szeroko otwartymi oczami i d\u0142o\u0144mi z\u0142o\u017conymi na sercu.<\/p>\n<p>Przez ca\u0142y pierwszy dzie\u0144 chodzi\u0142em po Placu. Wieczorny posi\u0142ek zjad\u0142em w male\u0144kiej garkuchni prowadzonej przez dwudziestolatka m\u00f3wi\u0105cego z typowym peki\u0144skim akcentem. Widz\u0105c, \u017ce przy piwie zapisuj\u0119 co\u015b w notesie, spyta\u0142: \u201edziennikarz?\u201d. I nie czekaj\u0105c na odpowied\u017a, zacz\u0105\u0142 opowiada\u0107 o mie\u015bcie, kt\u00f3re jest w szoku, ale nie chaosie, i o studentach, kt\u00f3rych najwyra\u017aniej darzy\u0142 podziwem granicz\u0105cym z uwielbieniem. To w\u0142a\u015bnie od niego dowiedzia\u0142em si\u0119, ze sto\u0142eczni z\u0142odzieje og\u0142osili \u201estrajk\u201d.<\/p>\n<p>Przy s\u0105siednim stoliku jad\u0142o co\u015b pi\u0119ciu postawnych m\u0119\u017cczyzn. \u201ePolicja\u201d, rzuci\u0142 szef nie \u015bciszaj\u0105c g\u0142osu nawet o p\u00f3\u0142 tonu, a potem wyci\u0105gn\u0105\u0142 dwie butelki piwa i o\u015bwiadczy\u0142, \u017ce stawia. Kiedy odm\u00f3wi\u0142em, poprosi\u0142: \u201eNauczycielu, napisz mi s\u0142owa \u00bbpeki\u0144ska zaje-za\u0142oga\u00ab\u201d, wyjmuj\u0105c kawa\u0142ek bia\u0142ego p\u0142\u00f3tna wielko\u015bci po\u0142owy prze\u015bcierad\u0142a. Nie rozumia\u0142em, o co chodzi z t\u0105 slangow\u0105 \u201ezaje-za\u0142og\u0105\u201d, ale z jego gest\u00f3w wywnioskowa\u0142em, \u017ce mia\u0142 na my\u015bli co\u015b w rodzaju \u201egotowych na wszystko\u201d.<\/p>\n<p>Nie by\u0142o p\u0119dzelka, wi\u0119c zanurzy\u0142em szmat\u0119 w tuszu i napisa\u0142em to jednym poci\u0105gni\u0119ciem. Zachwycony szef poprosi\u0142, \u017cebym doda\u0142 jeszcze \u201ezajeba\u0107 sukinsyn\u00f3w\u201d. Dalej nic nie rozumia\u0142em, ale w niczym mi to nie przeszkadza\u0142o. Przyj\u0105\u0142em piwo, wi\u0119c musia\u0142em wykona\u0107 robot\u0119. Jeszcze raz zanurzy\u0142em szmat\u0119 w tuszu. Na koniec dosz\u0142o has\u0142o \u201eludzie zwyci\u0119\u017c\u0105\u201d. Kiedy rozwini\u0119to flag\u0119, wszyscy bili brawo. \u0141\u0105cznie z pi\u0119cioma osi\u0142kami.<\/p>\n<p>Dwa tygodnie p\u00f3\u017aniej, w poniedzia\u0142ek pi\u0105tego czerwca ogl\u0105da\u0142em inny proporzec. Pod nim w ka\u0142u\u017cy krwi le\u017ca\u0142y kawa\u0142ki m\u00f3zgu pi\u0119tnastoletniej dziewczyny i bia\u0142y damski bucik. Jakie\u015b p\u00f3\u0142tora metra nad czerwon\u0105 plam\u0105 na \u015bcianie kiosku z gazetami i murze zbi\u0142o si\u0119 stadko mo\u017ce trzydziestu dziur po karabinowych kulach. Ludzie m\u00f3wili, \u017ce kiedy \u017co\u0142nierze zepchn\u0119li tu przera\u017conych uciekinier\u00f3w, strzelali z alei w uliczk\u0119. Dziewczyna ukry\u0142a si\u0119 za kioskiem i urwa\u0142o jej p\u00f3\u0142 g\u0142owy. Transparent nad zau\u0142kiem g\u0142osi\u0142: \u201eLud nie l\u0119ka si\u0119 \u015bmierci! Jak mo\u017cecie straszy\u0107 \u015bmierci\u0105?!\u201d.<\/p>\n<p><em>Trwa\u0107 czy odej\u015b\u0107?<\/em><\/p>\n<p>Odpoczywa\u0142em na kamieniach Placu z zamkni\u0119tymi oczami. Z w\u0142asnych r\u0105k, n\u00f3g i tu\u0142owia u\u0142o\u017cy\u0142em znak \u201edu\u017cy\u201d. Teraz ha\u0142as dobiega\u0142 z p\u00f3\u0142nocnej strony Placu. Pos\u0105g Bogini Demokracji, kt\u00f3ra sta\u0142a tam od pi\u0119ciu dni, run\u0105\u0142 na ziemi\u0119 z hukiem zwiastuj\u0105cym pocz\u0105tek ko\u0144ca.<\/p>\n<p>Wieczorna \u0142una by\u0142a wyj\u0105tkowo pi\u0119kna. Czu\u0142em wdzi\u0119czno\u015b\u0107 za urod\u0119 ostatniego dnia. Zanios\u0142em pro\u015bb\u0119 do studenckiego radiow\u0119z\u0142a o piosenk\u0119 \u201eNiech mi\u0142o\u015b\u0107 wype\u0142ni \u015bwiat\u201d.<\/p>\n<p>Jutro nadesz\u0142o ciemno\u015bci\u0105.<\/p>\n<p>O czwartej trzydzie\u015bci po nadaniu \u201ekomunikatu specjalnego\u201d, kt\u00f3ry by\u0142 rozkazem opuszczenia Placu, zgas\u0142y wszystkie \u015bwiat\u0142a. Z ciemno\u015bci\u0105 przysz\u0142a groza. Kto\u015b podpali\u0142 stert\u0119 \u015bmieci. Niczym wojownicy niszcz\u0105cy przed \u015bmierci\u0105 w\u0142asny or\u0119\u017c, ludzie ciskali w p\u0142omienie swoje kije. Niemal cztery tysi\u0105ce student\u00f3w siedzia\u0142y pod Pomnikiem Bohater\u00f3w Ludu w ciszy tak wielkiej, \u017ce by\u0142o w niej co\u015b przera\u017caj\u0105cego. Wszyscy czekali na nadej\u015bcie ostatecznego.<\/p>\n<p>Przed Wielk\u0105 Hal\u0105 Ludow\u0105 pojawi\u0142a si\u0119 plama \u015bwiat\u0142a, kt\u00f3re po\u0142yskiwa\u0142o na \u017co\u0142nierskich he\u0142mach. Niewielki oddzia\u0142 b\u0142yskawicznie otoczy\u0142 pomnik. Szli nisko pochyleni, w r\u0119kach trzymali bro\u0144. Kto\u015b krzykn\u0105\u0142: \u201eMieszka\u0144cy rozej\u015b\u0107 si\u0119!\u201d. \u017bo\u0142nierze natychmiast przyst\u0105pili do dzia\u0142ania, wyci\u0105gaj\u0105c z t\u0142umu i przeganiaj\u0105c wszystkich, kt\u00f3rzy nie wygl\u0105dali na student\u00f3w. Po chwili kto\u015b chwyci\u0142 za ko\u0142nierz i mnie. Wypchni\u0119ci z kr\u0119gu mieszka\u0144cy nie zamierzali nigdzie i\u015b\u0107. Stali obok, wo\u0142aj\u0105c jednym g\u0142osem: \u201eStudenci s\u0105 niewinni! Studenci s\u0105 niewinni!\u201d.<\/p>\n<p>Kto\u015b strzeli\u0142 do pomnika, posypa\u0142y si\u0119 iskry. Chwil\u0119 p\u00f3\u017aniej rozstrzelano te\u017c g\u0142o\u015bniki. Siedz\u0105cy na stopniach studenci pozostali nieporuszeni. Podziwia\u0142em te dzieci, kt\u00f3re umia\u0142y zapanowa\u0107 nad strachem. W tej samej chwili kto\u015b zaproponowa\u0142 g\u0142osowanie: zosta\u0107 czy zej\u015b\u0107?<\/p>\n<p>Pokolenie podj\u0119\u0142o w\u0142a\u015bciw\u0105 decyzj\u0119: trwa\u0107. Nie przy placu, ale warto\u015bci i godno\u015bci cz\u0142owieka.<\/p>\n<p><em>Bez wroga i nienawi\u015bci<\/em><\/p>\n<p>Decyzja student\u00f3w zdenerwowa\u0142a \u017co\u0142nierzy, kt\u00f3rzy zacz\u0119li strzela\u0107 w pomnik d\u0142ugimi seriami. Wydawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce widz\u0119 rze\u017abione oczy uczestnik\u00f3w tamtego ruchu, czwartego maja dziewi\u0119tnastego roku \u2013 szeroko otwarte, pe\u0142ne niedowierzania. Przeszed\u0142em lini\u0119 frontu i zn\u00f3w do\u0142\u0105czy\u0142em do t\u0142umu pod pomnikiem. Je\u015bli zgin\u0119, umr\u0119 ze wszystkimi.<\/p>\n<p>Kiedy mia\u0142em trzyna\u015bcie lat, rewolucja kulturalna pokaza\u0142a k\u0142y. Siedzia\u0142em w domu i czyta\u0142em, ko\u0144cz\u0105c o\u015bwieceniow\u0105 edukacj\u0119 lektur\u0105 \u201eHistorii Komuny Paryskiej\u201d, \u201eHistori\u0105 Komuny 1871\u201d i \u201ePowszechnej historii \u015bwiata\u201d. W tamtym czasie Chiny by\u0142y kipi\u0105cym tyglem rewolucji. Po pi\u0119ciu dekadach kultura partii stopi\u0142a jednostki w kolektywy: sierp i m\u0142ot, lemiesz i miecz, \u015brub\u0119 i gw\u00f3\u017ad\u017a. S\u0142owem \u2013 we wszystko, co \u017celazne. Wielu zazdro\u015bci\u0142o \u201estarszemu pokoleniu rewolucjonist\u00f3w\u201d \u017cycia w lepszych czasach. To oni dali nam \u201eszcz\u0119\u015bliwe \u017cycie\u201d, ale odebrali szans\u0119 z\u0142o\u017cenia si\u0119 w ofierze. W czasie rewolucji kulturalnej czerwonogwardzi\u015bci walczyli z sob\u0105 o szans\u0119 spotkania ze \u015bmierci\u0105, kt\u00f3ra zdawa\u0142a si\u0119 im powrotem do domu. Dla jednostki najwy\u017csz\u0105 warto\u015bci\u0105 by\u0142o po\u015bwi\u0119cenie \u017cycia, a nie prze\u017cycie go w szcz\u0119\u015bciu i dostatku.<\/p>\n<p>W pi\u0105tek drugiego czerwca, kiedy trwanie na Placu sta\u0142o si\u0119 naprawd\u0119 trudne i nie ulega\u0142o ju\u017c w\u0105tpliwo\u015bci, \u017ce w\u0142adze pr\u0105 do rozwi\u0105zania si\u0142owego, Liu Xiaobo, doktor literatury, kt\u00f3ry pospiesznie wr\u00f3ci\u0142 do Chin ze Stan\u00f3w Zjednoczonych, rozpocz\u0105\u0142 nowy strajk g\u0142odowy z Hou Dejianem, Zhou Duo i Gao Xinem. \u201eOd tysi\u0119cy lat \u2013 napisali w \u00bbdeklaracji czterech\u00ab \u2013 historia Chin jest pe\u0142na kolejnych tyran\u00f3w i wzajemnej nienawi\u015bci. Dlatego te\u017c prosimy Chi\u0144czyk\u00f3w, by od dzi\u015b zacz\u0119li si\u0119 stopniowo wyzbywa\u0107 idei wroga i mentalno\u015bci nienawi\u015bci oraz by ca\u0142kowicie odrzucili polityczn\u0105 kultur\u0119 walki klasowej, poniewa\u017c wrogo\u015b\u0107 zrodzi\u0107 mo\u017ce jedynie przemoc i dyktatur\u0119! Musimy zacz\u0105\u0107 budowa\u0107 chi\u0144sk\u0105 demokracj\u0119 w duchu tolerancji, ze \u015bwiadomo\u015bci\u0105 wsp\u00f3\u0142pracy. Polityka demokratyczna obywa si\u0119 bez wroga i nienawi\u015bci\u201d.<\/p>\n<p>Kule posy\u0142ane w pomnik trafia\u0142y te\u017c w ludzi. Wkr\u00f3tce czterech ludzi znios\u0142o ze schod\u00f3w studenta, kt\u00f3remu z szyi tryska\u0142a krew. Zareagowa\u0142em instynktownie, jak na lekarza przysta\u0142o, i pobieg\u0142em z nimi do punktu sanitarnego, ale na miejscu os\u0142upia\u0142em: wszystkie karetki znikn\u0119\u0142y. \u201eAmbulans! Ambulans! Ambulans!\u201d, krzyczeli\u015bmy na ca\u0142e gard\u0142o, rozgl\u0105daj\u0105c si\u0119 bezradnie.<\/p>\n<p>W pi\u0105tek drugiego czerwca prowizoryczna klinika przy pomniku by\u0142a najruchliwszym miejscem na Placu. Syreny ambulans\u00f3w wy\u0142y ca\u0142\u0105 noc, ale teraz nie by\u0142o \u017cadnego. Widzia\u0142em tylko czo\u0142gi i bojowe wozy piechoty. Ja\u015bniej\u0105ce niebo wydoby\u0142o z ciemno\u015bci kolumn\u0119 kilkudziesi\u0119ciu samochod\u00f3w pancernych, wygl\u0105daj\u0105cych jak stado przyczajonych potwor\u00f3w, kt\u00f3re nagle rykn\u0119\u0142y silnikami, zasnuwaj\u0105c nie\u015bmia\u0142y, blady brzask k\u0142\u0119bami czarnych spalin.<\/p>\n<p><em>Dziewi\u0119\u0107 s\u0142o\u0144c<\/em><\/p>\n<p>Wpatrzony w samochody, bezwiednie je liczy\u0142em. Kiedy doszed\u0142em do dwudziestu o\u015bmiu, zawy\u0142y jeszcze g\u0142o\u015bniej i potoczy\u0142y si\u0119 naprz\u00f3d. Wtedy pomy\u015bla\u0142em o namiotowej wiosce i \u015bpi\u0105cych w niej dzieciach.<\/p>\n<p>Przed wy\u0142\u0105czeniem \u015bwiate\u0142 na Placu poszed\u0142em do wioski jeszcze raz, bo wiedzia\u0142em, \u017ce wielu student\u00f3w spoza Pekinu nie siedzi pod pomnikiem, tylko odpoczywa w namiotach. Z jednych dobywa\u0142o si\u0119 chrapanie, z innych strz\u0119py rozm\u00f3w. \u201eKiedy wracasz?\u201d, us\u0142ysza\u0142em akcent z Tianjinu. \u201eJutro\u201d. \u201eRano\u201d. \u201eDo domu?\u201d. \u201eNie, do szko\u0142y\u201d.<\/p>\n<p>Kilka dni wcze\u015bniej sze\u015bciu ch\u0142opc\u00f3w z tego namiotu \u015bpiewa\u0142o \u201eDziewi\u0119\u0107 s\u0142o\u0144c\u201d, wybijaj\u0105c rytm na plastikowych miednicach i plecakach. Bez ko\u0144ca powtarzali ostatni\u0105 linijk\u0119 \u201eooo dziewi\u0119\u0107 s\u0142o\u0144c, ooo dziewi\u0119\u0107 s\u0142o\u0144c\u201d, a ja podgl\u0105da\u0142em ich przez prze\u015bwit ze \u0142zami w oczach.<\/p>\n<p>A teraz nie p\u0142aka\u0142em. Nie uroni\u0142em \u0142zy od dziesi\u0119ciu godzin. By\u0142em na to zbyt oszo\u0142omiony.<\/p>\n<p>Nie widzia\u0142em, \u017ceby kto\u015b sprawdza\u0142 namioty. Kiedy ja zastanawia\u0142em si\u0119, czy s\u0105 jeszcze w nich jacy\u015b ludzie, wozy pancerne r\u017c\u0105ce tabunem mechanicznych koni rozje\u017cd\u017ca\u0142y maszty przed pomnikiem, \u0142ami\u0105c je jak zapa\u0142ki. Kilka samochod\u00f3w przejecha\u0142o przez namioty, wlok\u0105c p\u0142\u00f3tno na sobie i za sob\u0105. Pod pomnikiem wci\u0105\u017c siedzia\u0142y ponad dwa tysi\u0105ce student\u00f3w, inni stali wok\u00f3\u0142 z mieszka\u0144cami. Patrzy\u0142em ze wschodu, sprzed muzeum, na wozy pancerne r\u00f3wnaj\u0105ce z ziemi\u0105 namioty.<\/p>\n<p>Z perspektywy czasu wydaje mi si\u0119, \u017ce to drobiazg, o kt\u00f3ry nie warto si\u0119 spiera\u0107. Wa\u017cne jest tylko to, czy zgin\u0119li ludzie, nie \u2013 ilu, gdzie, jak i kiedy. I, przede wszystkim, dlaczego? I jeszcze: zgin\u0119li czy zostali zamordowani? Obie strony, wszystkie strony, musz\u0105 przeanalizowa\u0107 swoje b\u0142\u0119dy, uzna\u0107 odpowiedzialno\u015b\u0107 za \u015bmier\u0107. Tak\u017ce odpowiedzialno\u015b\u0107 moraln\u0105. Bez tego martwi \u2013 studenci, \u017co\u0142nierze, mieszka\u0144cy miasta \u2013 nie zamkn\u0105 oczu i nie spoczn\u0105 w pokoju.<\/p>\n<p><em>\u015amier\u0107 Li Pengowi!<\/em><\/p>\n<p>Zacz\u0119\u0142o si\u0119 schodzenie z Placu. W porz\u0105dku, w spokoju. W spokoju, bo kiedy w nasze twarze zajrza\u0142y lufy czo\u0142g\u00f3w, gdy otoczy\u0142y nas szeregi szereg\u00f3w uzbrojonych \u017co\u0142nierzy, gdy jedynym bezpiecznym prze\u015bwitem zosta\u0142 po\u0142udniowo-wschodni r\u00f3g Placu, mogli\u015bmy tylko odej\u015b\u0107. Tak, tej ostatniej chwili rzeczywi\u015bcie towarzyszy\u0142y spok\u00f3j i porz\u0105dek.<\/p>\n<p>\u017bo\u0142nierze przyj\u0119li taktyk\u0119 zwarcia. Kiedy z Placu wychodzi\u0142a grupa student\u00f3w, jej miejsce natychmiast zajmowa\u0142o wojsko. Wkr\u00f3tce pod pomnikiem roi\u0142o si\u0119 od he\u0142m\u00f3w. Chcia\u0142em wszystko wiedzie\u0107 na pewno, wi\u0119c wspi\u0105\u0142em si\u0119 na w\u00f3z pancerny. Pierwsi studenci byli ju\u017c na ulicy Qianmen, na po\u0142udnie od Placu, a ostatni wys\u0105czali si\u0119 w\u0142a\u015bnie z pier\u015bcienia \u017co\u0142nierzy. Wydawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce musia\u0142o by\u0107 ich wi\u0119cej ni\u017c tysi\u0105c. By\u0142a niedziela, czwarty czerwca, dziesi\u0119\u0107 po pi\u0105tej.<\/p>\n<p>W tym momencie krzykn\u0105\u0142em: \u201e\u015amier\u0107 Li Pengowi! \u015amier\u0107 Li Pengowi! \u015amier\u0107 Li Pengowi!\u201d. Nieswoim, zupe\u0142nie obcym g\u0142osem. Studenci podchwycili, powtarzaj\u0105c m\u00f3j okrzyk trzykrotnie w drodze na Qianmen.<\/p>\n<p>S\u0105dz\u0119, \u017ce gdyby wtedy znalaz\u0142o si\u0119 przede mn\u0105 co\u015b, co uzna\u0142bym za Li Penga \u2013 cho\u0107by \u017co\u0142nierz czy czo\u0142g \u2013 bez wahania rozerwa\u0142bym to na strz\u0119py. Maj\u0105c w r\u0119kach karabin maszynowy, z pewno\u015bci\u0105 nacisn\u0105\u0142bym spust. W tamtej chwili dokona\u0142a si\u0119 we mnie przemiana z intelektualisty w zb\u00f3ja, kt\u00f3rego od do\u0142\u0105czenia do zrodzonego przez tyrani\u0119 mot\u0142ochu dzieli\u0142o ledwie p\u00f3\u0142 kroku. Tak niewiele brakowa\u0142o, bym by\u0142 zupe\u0142nie stracony, by zatriumfowali nade mn\u0105 rz\u0105dz\u0105cy i trzymaj\u0105cy bro\u0144.<\/p>\n<p><em>Ja te\u017c chwyc\u0119 za bro\u0144<\/em><\/p>\n<p>By\u0142o ju\u017c zupe\u0142nie jasno. Poch\u00f3d student\u00f3w znika\u0142 w oddali. Ledwie pow\u0142\u00f3czy\u0142em nogami. Czu\u0142em si\u0119 zupe\u0142nie zagubiony.<\/p>\n<p>Przy wej\u015bciu do hutongu Shibei zatrzyma\u0142a mnie grupa ludzi. Zacz\u0119li gor\u0105czkowo wypytywa\u0107 o wydarzenia ostatniej nocy \u2013 najwyra\u017aniej wzi\u0119li krew na moich r\u0119kach i ubraniu za dow\u00f3d za\u017cartej bitwy. Spokojnie opowiedzia\u0142em im o wszystkim. M\u0119\u017cczyzna w okularach co chwil\u0119 ociera\u0142 oczy. \u201eProsz\u0119 mi wierzy\u0107 \u2013 powiedzia\u0142 nagle \u2013 kt\u00f3rego\u015b dnia ja te\u017c chwyc\u0119 za bro\u0144\u201d. Wyj\u0105\u0142 legitymacj\u0119: podpu\u0142kownik Ludowej Policji Zbrojnej. Zacz\u0105\u0142em p\u0142aka\u0107. Po raz pierwszy od dziesi\u0119ciu godzin. Ukucn\u0105\u0142em i p\u0142aka\u0142em na g\u0142os. Pochyli\u0142a si\u0119 nade mn\u0105 i m\u00f3wi\u0142a co\u015b spokojnym g\u0142osem studentka nauk politycznych. Mieszka\u0142a w pobli\u017cu. O p\u00f3\u0142nocny wywlekli j\u0105 z Placu najbli\u017csi. Nie uspokoi\u0142a mnie, tylko sama zacz\u0119\u0142a szlocha\u0107. Oficer policji, studentka i ja \u2013 lekarz medycyny z dziesi\u0119cioletnim sta\u017cem klinicznym \u2013 obejmowali\u015bmy si\u0119, p\u0142acz\u0105c i \u015bciskaj\u0105c w r\u0119kach swoje papiery.<\/p>\n<p><em>Uniwersytet Peki\u0144ski<\/em><\/p>\n<p>Um\u00f3wili\u015bmy si\u0119, \u017ce jak b\u0119dzie po wszystkim, spotkamy si\u0119 na Uniwersytecie Peki\u0144skim. Powlok\u0142em si\u0119 tam, trzymaj\u0105c wysoko tablic\u0119, kt\u00f3r\u0105 przygotowa\u0142em rano w poczekalni ostrego dy\u017curu: \u201eO si\u00f3dmej rano wojsko wci\u0105\u017c zabija\u0142o mieszka\u0144c\u00f3w na Qianmen!!! Surowo ukara\u0107 morderc\u0119 Li Penga! Sp\u0142aci\u0107 d\u0142ug krwi!\u201d. Przechodnie patrzyli na mnie ze zdumieniem, niekt\u00f3rzy robili zdj\u0119cia.<\/p>\n<p>Zagadn\u0119li mnie robotnicy, jad\u0105cy na rowerach do pracy, i dowiedziawszy si\u0119, gdzie id\u0119, uparli si\u0119, \u017ce mnie tam zawioz\u0105. Z Peki\u0144skiego Instytutu \u017belaza i Stali dobiega\u0142a \u017ca\u0142obna muzyka. Na bramie wisia\u0142y wie\u0144ce i zdj\u0119cia student\u00f3w, kt\u00f3rzy zostali zabici. \u201eJeste\u015b z Placu, chod\u017a, odpocznij\u201d, powiedzia\u0142 kto\u015b i zabra\u0142 mnie do noclegowni wydzia\u0142u le\u015bnictwa. Studenci dali mi mleko i chleb. Nie mog\u0142em nic prze\u0142kn\u0105\u0107, mia\u0142em wra\u017cenie, \u017ce p\u0142onie mi gard\u0142o. Opowiedzia\u0142em, jak przebiega\u0142o \u201eoczyszczanie\u201d, kilkunastu p\u0142acz\u0105cym studentom i nauczycielom.<\/p>\n<p>P\u00f3\u017aniej jeden z nich po\u017cyczy\u0142 rower i zawi\u00f3z\u0142 mnie na um\u00f3wione miejsce na Uniwersytecie Peki\u0144skim, gdzie spotka\u0142em si\u0119 z towarzyszami z Konfederacji Obro\u0144c\u00f3w Konstytucji. Przez godzin\u0119 opowiada\u0142em im o nocy na Placu i moich wst\u0119pnych szacunkach \u2013 ponad tysi\u0105c ofiar po obu stronach. Studenci i nauczycielka przynosili mi wod\u0119 i jedzenie, a potem pilnowali drzwi, \u017cebym m\u00f3g\u0142 odpocz\u0105\u0107.<\/p>\n<p>W ko\u0144cu poszed\u0142em pod szkoln\u0105 \u015bcian\u0119 informacyjn\u0105, \u201erewolucyjn\u0105 ziemi\u0119 \u015bwi\u0119t\u0105\u201d. Ucieszy\u0142em si\u0119 widz\u0105c, jak ludzie zareagowali na przemoc. \u201eWyst\u0119pujcie z partii komunistycznej\u201d. \u201eWyst\u0119pujcie ze zwi\u0105zku m\u0142odzie\u017cy\u201d. \u201eNiech dziewcz\u0119ta gol\u0105 g\u0142owy, a ch\u0142opcy zapuszczaj\u0105 brody\u201d. Cho\u0107 by\u0142em tu pierwszy raz, czu\u0142em si\u0119 jak w domu. Wszystko by\u0142o ciep\u0142e, znajome. Mo\u017ce zbli\u017cy\u0142a nas do siebie mi\u0142o\u015b\u0107 albo duch i charakter.<\/p>\n<p><em>Zostaw ich, chod\u017amy!<\/em><\/p>\n<p>Rankiem pi\u0105tego czerwca przesta\u0142o pada\u0107. Kiedy si\u0119 obudzi\u0142em, zobaczy\u0142em, \u017ce ludzie wci\u0105\u017c wygl\u0105daj\u0105 na przera\u017conych. Rozesz\u0142a si\u0119 plotka, \u017ce uniwersytet zajmie dzi\u015b wojsko. Nie chcia\u0142em, \u017ceby mnie z\u0142apali, wi\u0119c wyszed\u0142em bardzo wcze\u015bnie.<\/p>\n<p>Po przespaniu ca\u0142ej nocy wr\u00f3ci\u0142y mi si\u0142y. Po dw\u00f3ch godzinach marszu przez miasto poczu\u0142em g\u0142\u00f3d, kupi\u0142em kilka pomidor\u00f3w i przysiad\u0142em, \u017ceby zje\u015b\u0107.<\/p>\n<p>\u201eCo tu robisz?\u201d. \u201eJem\u201d. \u201eSk\u0105d jeste\u015b?\u201d. \u201eZ Chengdu\u201d. \u201ePo co tu przyjecha\u0142e\u015b?\u201d. \u201eZwiedza\u0107\u201d. \u201eWstawaj!\u201d. \u201ePytam, co tu robisz!\u201d. Zacz\u0119li mnie szarpa\u0107 i pr\u00f3bowali przeszuka\u0107. Pr\u00f3bowa\u0142em stawia\u0107 op\u00f3r, ale wykr\u0119cili mi r\u0119ce. \u201eCo wy wyrabiacie?!\u201d, rzuci\u0142o si\u0119 na nich kilka os\u00f3b. M\u0119\u017cczyzna o szerokiej, kwadratowej twarzy wyrwa\u0142 mnie z kr\u0119gu i poci\u0105gn\u0105\u0142 za r\u0119k\u0119: \u201eZostaw ich, chod\u017amy!\u201d. \u201eMy\u201d b\u0142yskawicznie wyszarpn\u0119li mnie \u201eonym\u201d i skutecznie zatrzymali po\u015bcig tajniak\u00f3w.<\/p>\n<p>\u201eMusisz si\u0119 przebra\u0107!\u201d, powiedzia\u0142. Spojrza\u0142em na siebie i wszystko sta\u0142o si\u0119 jasne. Ci\u0105gle mia\u0142em na sobie krew. Wygl\u0105da\u0142em jak morderca. Cud, \u017ce nie aresztowali mnie wcze\u015bniej. Robotnik zabra\u0142 mnie do sklepu i kupi\u0142 du\u017c\u0105 be\u017cow\u0105 koszul\u0119 za szesna\u015bcie yuan\u00f3w. Kiedy si\u0119ga\u0142 do kieszeni, chwyci\u0142em go za r\u0119k\u0119: \u201eNawet nie zd\u0105\u017cy\u0142em ci podzi\u0119kowa\u0107. Nie mo\u017cesz za mnie p\u0142aci\u0107\u201d. P\u00f3\u017aniej zrozumia\u0142em, \u017ce ten cz\u0142owiek uratowa\u0142 mi \u017cycie co najmniej dwukrotnie. Rano, wyrywaj\u0105c mnie z r\u0105k policjant\u00f3w, i wieczorem \u2013 gdybym mia\u0142 wtedy na sobie zakrwawione ubranie, z ca\u0142\u0105 pewno\u015bci\u0105 zosta\u0142bym zastrzelony na skrzy\u017cowaniu Xidan.<\/p>\n<p>\u017ba\u0142uj\u0119, \u017ce nie zapisa\u0142em nazwiska mego wybawcy. Ale i bez tego wiem, \u017ce mieszka\u0144cy i robotnicy Pekinu s\u0105 najlepszymi lud\u017ami na \u015bwiecie. W osiemdziesi\u0105tym dziewi\u0105tym to miasto otacza\u0142a aura czysto\u015bci i \u015bwi\u0119to\u015bci. \u015awieci\u0142o blaskiem cz\u0142owieczego pi\u0119kna.<\/p>\n<p>Ca\u0142y nast\u0119pny dzie\u0144 sp\u0119dzi\u0142em na pobojowisku, ogl\u0105daj\u0105c rany zadane stolicy. Widzia\u0142em postrzelany rower le\u017c\u0105cy pod wywierconymi w murze dwudziestoma dziurami od kul. Kilkadziesi\u0105t podobnych ran mi\u0119dzy pi\u0105tym a sz\u00f3stym pi\u0119trem hotelu Yanjing. Wydawa\u0142o si\u0119, \u017ce celem by\u0142o wszystko od bruku po niebo. W alei Fuxingmen le\u017ca\u0142y wypalone, podziurawione kad\u0142uby autobus\u00f3w, z kt\u00f3rych ustawiono barykad\u0119. Mo\u017cna by\u0142o zrozumie\u0107 pobojowisko na ulicach, ale sk\u0105d \u015blady po kulach, kt\u00f3re szuka\u0142y okien stoj\u0105cych obok dom\u00f3w?<\/p>\n<p>To by\u0142o zgwa\u0142cone miasto. Wierni synowie i c\u00f3rki bronili go w\u0142asnymi cia\u0142ami, przelewaj\u0105c krew, by oszcz\u0119dzi\u0107 mu upokorzenia. Do dzi\u015b nosz\u0105 pod\u0142e pi\u0119tno \u201eelementu\u201d. Temu miastu nie wolno ich zapomnie\u0107.<\/p>\n<p>W szpitalu Fuxing zobaczy\u0142em na w\u0142asne oczy prawd\u0119 \u201epola bitwy\u201d. To male\u0144ka plac\u00f3wka w pobli\u017cu Muxudi z jednym, og\u00f3lnym oddzia\u0142em chirurgicznym. Tamtej nocy przywieziono tu ponad sto os\u00f3b z ranami postrza\u0142owymi g\u0142owy, klatki piersiowej i brzucha. Zabierano ich natychmiast po zatamowaniu krwotoku prowizorycznymi opatrunkami, a i tak na pod\u0142odze zosta\u0142o czterdzie\u015bci cia\u0142. Wi\u0119kszo\u015b\u0107 zabitych zmar\u0142a przed dotarciem do szpitala. Wielu krewnych, boj\u0105c si\u0119 tego, co jeszcze zrobi\u0105 w\u0142adze, natychmiast zabiera\u0142o zw\u0142oki swoich bliskich. W du\u017cej sali, kt\u00f3r\u0105 zmieniono w kostnic\u0119, naliczy\u0142em trzydzie\u015bci osiem le\u017c\u0105cych obok siebie cia\u0142 \u2013 przywiezionych jednej nocy z jednego tylko skrzy\u017cowania.<\/p>\n<p>Ile by\u0142o takich skrzy\u017cowa\u0144?<\/p>\n<p><em>Pekinie, dzi\u0119kuj\u0119<\/em><\/p>\n<p>Znowu rozleg\u0142y si\u0119 strza\u0142y. \u017bo\u0142nierze z przeje\u017cd\u017caj\u0105cych ulic\u0105 woz\u00f3w pancernych musieli widzie\u0107 mnie z daleka. Powoli przeszed\u0142em na drug\u0105 stron\u0119 skrzy\u017cowania Xidam i usiad\u0142em pod drzewem. Nie chcieli da\u0107 mi odej\u015b\u0107. Podeszli w pi\u0119ciu, mo\u017ce w sze\u015bciu i bez s\u0142owa zacz\u0119li bi\u0107 kolbami karabin\u00f3w. Le\u017ca\u0142em, a oni t\u0142ukli mnie jak czosnek w mo\u017adzierzu. Nie wpad\u0142em w panik\u0119, poczu\u0142em nawet co\u015b w rodzaju spokoju, ale nie mog\u0142em ju\u017c zaczerpn\u0105\u0107 powietrza i zacz\u0105\u0142em odp\u0142ywa\u0107. Zostawili mnie p\u00f3\u0142przytomnego z jedn\u0105 my\u015bl\u0105 \u2013 jakie to szcz\u0119\u015bcie, \u017ce zmieni\u0142em koszul\u0119.<\/p>\n<p>W Szpitalu Ludowym zdiagnozowano obra\u017cenia ramion i plec\u00f3w, ordynuj\u0105c mi obserwacj\u0119 i flaszk\u0119 czerwonego p\u0142ynu. Lekarz \u017cyczliwie radzi\u0142 mi znika\u0107 jak najszybciej, poniewa\u017c szpital codziennie odwiedzali \u017co\u0142nierze, kt\u00f3rzy zabierali z niego wszystkich rannych wraz z ich historiami choroby. Po przepracowaniu w szpitalu dziesi\u0119ciu lat dobrze zna\u0142em zwi\u0105zek miedzy obra\u017ceniami zewn\u0119trznymi i wewn\u0119trznymi, wi\u0119c nie chcia\u0142em si\u0119 \u015bpieszy\u0107 i zosta\u0142em na oddziale do rana.<\/p>\n<p>Jednego nie zapomn\u0119 nigdy: kiedy upad\u0142em pod razami, zobaczy\u0142em ludzi przycupni\u0119tych po drugiej stronie i pokazuj\u0105cych mi na migi, \u017ce mam si\u0119 do nich czo\u0142ga\u0107 \u2013 ale b\u00f3l by\u0142 ju\u017c tak wielki, \u017ce nie mog\u0142em si\u0119 ruszy\u0107. Gdy tylko \u017co\u0142nierze si\u0119 mn\u0105 znudzili, tamci podbiegli, chwycili mnie pod ramiona, ponie\u015bli kilkadziesi\u0105t metr\u00f3w i u\u0142o\u017cyli na rykszy, kt\u00f3r\u0105 zawieziono mnie na ostry dy\u017cur.<\/p>\n<p>Nie podzi\u0119kowa\u0142em im. Nawet nie zdo\u0142a\u0142em si\u0119 im dobrze przyjrze\u0107. Taki by\u0142 Pekin w osiemdziesi\u0105tym dziewi\u0105tym roku. Brzydota i pi\u0119kno ludzkiej natury splata\u0142y si\u0119 w nim i rozkwita\u0142y do granic. Nie pami\u0119tam, ile razy chcia\u0142em to opisa\u0107 w ci\u0105gu tych osiemnastu lat. Ale ilekro\u0107 bra\u0142em do r\u0119ki pi\u00f3ro, nie umia\u0142em nakre\u015bli\u0107 cho\u0107by jednego s\u0142owa. Bardzo d\u0142ugo by\u0142em uczestnikiem, nie narratorem. Kiedy przychodzi do pisania, brakuje mi odwagi.<\/p>\n<p>Ale teraz chc\u0119 m\u00f3wi\u0107, chc\u0119 pisa\u0107. Musz\u0119 podzi\u0119kowa\u0107 panu Ma Li z Hongkongu, kt\u00f3ry 15 maja 2007 roku g\u0142upaw\u0105 uwag\u0105 obrazi\u0142 m\u00f3j rozum i podepta\u0142 wspomnienia, przypominaj\u0105c tylko z\u0142o, nie pi\u0119kno. Rok tysi\u0105c dziewi\u0119\u0107set osiemdziesi\u0105ty dziewi\u0105ty by\u0142 we wsp\u00f3\u0142czesnej historii Chin najpi\u0119kniejszy. Pekin pa\u0142a\u0142 wtedy blaskiem prawdy i cz\u0142owiecze\u0144stwa.<\/p>\n<p>I dlatego to m\u00f3wi\u0119. Nie po to, \u017ceby ocali\u0107 dusz\u0119, tylko podzi\u0119kowa\u0107 \u017cyciu i Pekinowi.<\/p>\n<p>Jad\u0105c dziesi\u0105tego czerwca poci\u0105giem do domu, wyj\u0105\u0142em notes i przeczyta\u0142em: \u201ePierwszy dzie\u0144 w Pekinie. Przepisa\u0142em \u00bbDialog\u00ab z plakatu przy pomniku\u201d. W osiemdziesi\u0105tym dziewi\u0105tym roku ruch demokratyczny zacz\u0105\u0142 si\u0119 od pragnienia dialogu, a sko\u0144czy\u0142 konfrontacj\u0105. Mimo \u017ce do om\u00f3wienia jest tak wiele kwestii, duch \u201edialogu\u201d zawsze b\u0119dzie pi\u0119kny.<\/p>\n<p>Czytam go innym, by podzi\u0119kowa\u0107 za pi\u0119kno tamtego czasu.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>\u201eDziecko: Mamo, mamo, dlaczego te m\u0142ode ciocie i wujkowie nic nie jedz\u0105?<\/div>\n<div>Matka: Bo chc\u0105 dosta\u0107 pi\u0119kny prezent.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: Jaki prezent?<\/div>\n<div>Matka: Wolno\u015b\u0107.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: A kto im da ten pi\u0119kny prezent?<\/div>\n<p>Matka: Sami, sami go sobie dadz\u0105.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: Mamo, mamo, dlaczego na placu jest tylu ludzi?<\/div>\n<div>Matka: Bo mamy \u015bwi\u0119to.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: Jakie \u015bwi\u0119to?<\/div>\n<div>Matka: \u015awi\u0119to rozpalania pochodni.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: A gdzie jest ta pochodnia?<\/div>\n<div>Matka: W naszych sercach.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: Mamo, mamo, kto jedzie karetk\u0105?<\/div>\n<div>Matka: Bohater.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: Czemu bohater le\u017cy na ziemi?<\/div>\n<div>Matka: \u017beby stoj\u0105ce za nim dziecko mog\u0142o wszystko dok\u0142adnie zobaczy\u0107.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: To ja jestem tym dzieckiem?<\/div>\n<div>Matka: Tak, ty.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<div>Dziecko: A co zobaczy\u0107?<\/div>\n<div>Matka: Kwiatek o t\u0119czowych p\u0142atkach\u201d.<\/div>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>22 maja 2007 roku, Chengdu w prowincji Sichuan<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><a href=\"http:\/\/www.hfhrpol.waw.pl\/tybet\/wp-content\/uploads\/2015\/06\/Pekin-Czolgi-ParaRower-05-06-1989.gif\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"alignnone size-medium wp-image-1445\" src=\"http:\/\/www.hfhrpol.waw.pl\/tybet\/wp-content\/uploads\/2015\/06\/Pekin-Czolgi-ParaRower-05-06-1989-237x300.gif\" alt=\"Pekin-Czolgi-ParaRower-05-06-1989\" width=\"237\" height=\"300\" \/><\/a><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><em>Tan Zuoren jest znanym dzia\u0142aczem ekologicznym (przygotowa\u0142 mi\u0119dzy innymi ustaw\u0119 o ochronie pandy wielkiej, kt\u00f3r\u0105 przyj\u0119\u0142o lokalne Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych) i spo\u0142ecznym z Sichuanu. W lutym 2010 roku skazano go na pi\u0119\u0107 lat wi\u0119zienia za przypominanie o wydarzeniach 4 czerwca 1989 roku \u2013 uznane przez s\u0105d ludowy za \u201epod\u017ceganie do dzia\u0142alno\u015bci wywrotowej\u201d. \u201eBez cienia skruchy m\u00f3wi\u0119, \u017ce nie zrobi\u0142em spo\u0142ecze\u0144stwu nic z\u0142ego \u2013 pisa\u0142 do c\u00f3rki. \u2013 Ale skrzywdzi\u0142em Ciebie, i Ciebie, kt\u00f3r\u0105 kocham najbardziej na \u015bwiecie, prosz\u0119 o wybaczenie. Jeste\u015b moimi \u0142zami\u201d.<\/em><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Kiedy przyjecha\u0142 czo\u0142g, studenci siedzieli w kole po\u015brodku Tiananmen. Rozpoczyna\u0142a si\u0119 uroczysta inauguracja placowego Uniwersytetu Demokracji.<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":1444,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[4,8],"tags":[51,27,19],"class_list":["post-1443","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-teksty","category-z-perspektywy-chinczykow","tag-chiny","tag-historia","tag-protesty-polityczne"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1443","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=1443"}],"version-history":[{"count":14,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1443\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":4553,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1443\/revisions\/4553"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/media\/1444"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=1443"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=1443"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/tybet.hfhr.org.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=1443"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}