Od zawsze fascynuje mnie ta historia.
Drigum Cenpo, ósmy król Tybetu, wściekły na stajennego, zamachnął się mieczem i niechcący przeciął magiczny sznur, który łączył go z niebiosami, zapewniając nieśmiertelność całemu rodowi. Umarł pokonany i nie mogąc wrócić do świata bogów, zostawił na ziemi doczesne szczątki, przy okazji posyłając do grobu dynastię.
To podanie i metafora.
Fatalnego ciosu nie zadał wróg, tylko sam monarcha, „syn bogów”. Chorobliwie podejrzliwy, zaślepiony złością, wywoławszy na pojedynek poddanego, własnoręcznie zerwał więź ze swoim zaszczytnym dziedzictwem. Przeciął coś, co magicznie łączyło siedem pokoleń i gwarantowało ciągłość królewskiego rodu. Lata później jego udręczony syn wziął odwet i wrócił na tron, ale to zupełnie inna opowieść.
Podanie należy do historii, metafora – do współczesnych.
Każdy człowiek – a także naród – ma osobisty cudowny sznur, więź z niebiosami. Kiedy się ją własnoręcznie zerwie, walcząc ze swoimi, nie ma powrotu do domu.
21 kwietnia 2026