W tym zapomnianym miejscu nie ma miłości,
Nowa noc przynosi gorszy sen, nie mam amuletu
Chcę jedynie swojego życia, nic więcej
A mam tylko koszmarne myśli i żadnej nadziei
W tym zapomnianym miejscu nie ma miłości,
Nowa noc przynosi gorszy sen, nie mam amuletu
Chcę jedynie swojego życia, nic więcej
A mam tylko koszmarne myśli i żadnej nadziei
Z całego serca dziękuję porucznikowi Dhondupowi z nowojorskiej policji za to, co dla nas zrobił.
To dzięki jego pomocy przez 49 dni mogliśmy zbierać się przed siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych w miejscu, w którym Pało Lobga Rangzen oddał życie za Tybet.
Zawsze podziwiałem odwagę i determinację ludzi, którzy gotowi są stanąć w obronie innych. Pewnie zdziwicie się, słysząc, że moim zdaniem mnisi, żołnierze, marynarze i lotnicy mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Wszystkich nas obowiązuje surowa dyscyplina, nosimy mundury i polegamy na towarzyszach.
Księżyc i wiatr poruszają się dziś z wyjątkowym wdziękiem.
Jak zwykle stoję w północnym oknie
i gapię się na góry, które od zawsze zasłaniają mi widok.
Na Północnej minął mnie wieczorem chłopak,
który pędził na hulajnodze z klasztoru Sera
z zadartym nosem, błyszczącymi oczami
Nie jestem twoim kolegą
Chyba nigdy się nie spotkaliśmy
Znam tylko twoje imię
I sprawę, za którą umarłeś
Dzyń. Pyta mnie zupełnie obcy człowiek: „czy z tych aplikacji można korzystać w Tybecie”.
Naturalnie chodzi o Facebooka, Instagrama i inne serwisy internetowe, które są tu dostępne tylko za pośrednictwem wirtualnych prywatnych sieci.
W ostatnich tygodniach miałem okazję rozmawiać z wieloma młodymi mieszkańcami i mieszkankami Ladakhu. Najczęściej pytano mnie, jak znaleźć szczęście i jak radzić sobie z uciążliwymi emocjami: złością, lękiem, stresem.
Tybetański samospaleniec z Nowego Jorku nazywa się Lobga Rangzen, a nie Lobga „Langzeng”! Proszę to poprawić! Proszę uszanować jego imię!