Kiedy Dalajlama musiał uciekać z Tybetu w 1959 roku, rozpoczynając najdłuższe wygnanie współczesnego świata, nie był sam. Towarzyszył mu między najmłodszy brat Tenzin Czogjal, któremu przyszło spędzić w Indiach 67 lat. Znalazł w nich nie tylko azyl, ale i dom. Walkę o Tybet traktował jako zobowiązanie i sprawą osobistą.
Dołączam do współbraci, buddyjskich mnichów, którzy uczestniczą w Marszu Pokoju z Teksasu do Waszyngtonu, aby promować narodowe pojednanie, jedność i współczucie. Ich poświęcenie – pokonywanie trudności, warunków atmosferycznych i wreszcie ponad dwóch tysięcy mil – zostało zauważone w Stanach Zjednoczonych i na arenie międzynarodowej.
Przyjmuję to wyróżnienie z wdzięcznością i pokorą. Nie uważam go za wyraz uznania dla siebie, tylko dla naszej wspólnej, powszechnej odpowiedzialności.
Ladakh jest położoną wysoko pustynią, która była niegdyś dnem morza. Po zamknięciu Tetydy pięćdziesiąt milionów lat temu na skutek kolizji płyt tektonicznych ze zdeponowanych w niej osadów powstały Himalaje, które wciąż rosną o jakiś centymetr rocznie. Plątanina dolin lodowcowych, wydm i skał kryje miedź, uran, lit i minerały ziem rzadkich, źródła geotermalne oraz złoto rodzime w osadach aluwialnych.
W pomyślnym Dniu Republiki składam najserdeczniejsze życzenia wszystkim mieszkańcom Indii.
To święto przypomina o fundamentalnych zasadach zapisanych w Konstytucji: sprawiedliwości, wolności, równości i współczuciu. O sile Indii stanowią różnorodność, starożytna mądrość i duch harmonii, które jednoczą ludzi ponad kulturami, językami i wyznaniami.
Gdzie byli mnisi? Gdzie była policja? Tak zwany komitet demokratycznego zarządzania? Grupa robocza? Wszyscy akurat gdzieś sobie poszli? I zrządzeniem losu nie działały też zainstalowane w każdym kącie kamery?