Obok stała grupka ludzi wpatrzonych w młodego Tybetańczyka, którego uważali za swojego przywódcę. Azjata nosił imię Nākiɳtchanamoŭrti, co po sanskrytyńsku oznacza „Inkarnację Najzupełniej Niczego”. Przyjrzałem mu się. Nie sprawiał wrażenia chorego, wydawał się może zbyt miły. Podejrzewam, że był tam przetrzymywany wbrew swojej woli za sprawą machinacji tak zwanych uczniów, którzy widzieli w nim krynicę wszelkiej mądrości, a on odpowiadał im:
– Zostawcie mnie w spokoju. Idźcie stąd. Każdy musi szukać za siebie – i dalej, całkiem rozsądnie, w tym stylu.
Kiedy Dalajlama musiał uciekać z Tybetu w 1959 roku, rozpoczynając najdłuższe wygnanie współczesnego świata, nie był sam. Towarzyszył mu między najmłodszy brat Tenzin Czogjal, któremu przyszło spędzić w Indiach 67 lat. Znalazł w nich nie tylko azyl, ale i dom. Walkę o Tybet traktował jako zobowiązanie i sprawą osobistą.
Ladakh jest położoną wysoko pustynią, która była niegdyś dnem morza. Po zamknięciu Tetydy pięćdziesiąt milionów lat temu na skutek kolizji płyt tektonicznych ze zdeponowanych w niej osadów powstały Himalaje, które wciąż rosną o jakiś centymetr rocznie. Plątanina dolin lodowcowych, wydm i skał kryje miedź, uran, lit i minerały ziem rzadkich, źródła geotermalne oraz złoto rodzime w osadach aluwialnych.
Pielgrzymowanie jest od wieków jedną z najważniejszych praktyk duchowych tybetańskiej cywilizacji buddyjskiej. Podczas gdy wędrowanie do sanktuariów w kraju i poza jego granicami cementuje ciągłość naszej kultury, rodzinne więzi i zbiorową tożsamość, władze chińskie czynią z niego instrument inwigilacji i kontroli.
Ledwie opadła fala tsunami, które w marcu 2011 roku zabrało w Japonii ponad osiemnaście tysięcy osób, mieszkający w Indiach Dalajlama wyraził pragnienie obycia „pielgrzymki” do Ishinomaki. Kilka miesięcy później byłem z nim w praktycznie zrównanej z ziemią rybackiej wiosce.
Wasza Świątobliwość, Hilary i ja mamy zaszczyt dołączyć do niezliczonych wielbicieli na całym świecie, składając Waszej Świątobliwości najlepsze życzenia z okazji dziewięćdziesiątych urodzin.
W tym roku przypada trzydziesta rocznica zniknięcia Genduna Czokji Nimy. Władze chińskie uprowadziły chłopca i jego rodzinę w kilka dni po uznaniu go przez Dalajlamę za ważnego buddyjskiego przywódcę.
Tybetański rząd emigracyjny, na czele którego stoi Jego Świątobliwość Dalajlama, twierdzi, że od czasu inwazji w latach 1949-50 Tybet jest nielegalnie okupowany przez Chiny. Chińska Republika Ludowa utrzymuje, że jej stosunki z Tybetem są sprawą wewnętrzną, gdyż ziemie te od wieków stanowiły integralną część Chin. Status Tybetu, choć w istocie jest kwestią prawną, ma zatem ogromne znaczenie polityczne.
Drugi tydzień marca 1990 roku był dla Tybetańczyków pełen historycznych odniesień. Nie tylko za sprawą rocznicy najważniejszego wydarzenia w dziejach ich walki z Chińczykami i zmianą dekady, ale przede wszystkim zamknięcia dziesięcioletniego okresu w najnowszej historii kraju. Jego wagę można zilustrować jednym obrazem: 4 marca, w niedzielę, świat dowiedział się, że przed świątynią Dżokhang, na głównym placu w tybetańskiej dzielnicy miasta, stoją cztery czołgi1.