Według chińskich mediów tybetańscy mnisi „zachowując tradycyjną kulturę, zaczęli aktywnie studiować pisany i mówiony wspólny język, aby zdobywać wiedzę przydatną w nowoczesnym społeczeństwie”.
Wspólny język – mówi „reprezentatywny” duchowny – stanowi „most łączący z szerokimi masami”, co pomaga w „załatwianiu różnych spraw w miejscach takich jak Lhasa czy Chengdu, niwelując barierę językową”.
Po roku nauki w klasztorze duchowni są w stanie „komunikować się na co dzień we wspólnym narodowym języku”. Po lekcjach „samodzielnie uczą się z internetu słownictwa przydatnego u lekarza lub zakupach”. Mnisi studiują także „przepisy i rozporządzenia, etniczną jedność, zasady patriotyzmu i przywiązanie do religii”.
„Społeczeństwo rozwija się tak szybko, że bez znajomości mówionego i pisanego chińskiego nie da się załatwić najprostszej sprawy. Musimy dotrzymywać kroku postępowi”.
Tybetańczycy obawiają się, ze celem władz jest wyrugowanie języka tybetańskiego z klasztorów i uczelni buddyjskich, tak jak zrobiono to we wszystkich świeckich szkołach. Pisany język tybetański – jak podkreśla Dalajlama – powstał po to, żeby przełożyć i przenieść z Indii nauki wszystkich „pojazdów” buddyjskich, dzięki czemu pozostaje ich najdoskonalszym, niezastąpionym medium.
