Oser: Erotyczne „tańce ludowe”

Piszę o tym o tym okropnym błazeństwie po raz któryś.

Taniec „ubijania masła” nie ma nic wspólnego z tradycją tybetańską.

Masło, rzecz jasna, ubijamy od zawsze, nie mieliśmy jednak zwyczaju o tym tańczyć ani robić z tego „święta”. Wszystkie te przerysowane pseudotradycyjne pląsy są wytworem państwowych zespołów tańca, hoteli i restauracji. Choreografowie, którzy je wymyślili, nie byli Tybetańczykami i nie inspirowali się naszym dziedzictwem ani kulturą ludową.

Na domiar złego wszystkie te występy ordynarnie podkreślają cielesność i seksualizują codzienne czynności, żeby przyciągnąć turystów. To nie jest ochrona kultury, tylko kupczenie jej karykaturą i zmienianie codziennych tybetańskich czynności w towar, tanią erotyczną podróbkę tradycji na sprzedaż.

Nazywanie tych idiotyzmów tybetańską tradycją jest więc i obraźliwe, i nieodpowiedzialne. Szczerze mówiąc, to po prostu miękka pornografia. Proszę, nie pomagajcie w rozpowszechnianiu dezinformacji. Przy okazji, Tybetańczycy nie sprowadzali herbaty tylko z Chin. Mieliśmy też szlak indyjski.

 

20 kwietnia 2026