Sonam Cering Frasi: Bolesne oczekiwanie

17 maja 2020 roku upływa ćwierć wieku od porwania chłopca, który był symbolem przyszłości Tybetu. Gendun Czokji Nima miał ledwie sześć lat, gdy wraz z najbliższymi został uprowadzony przez chińską służbę bezpieczeństwa. Pekin ukrywa prawdę i kpi ze swoich międzynarodowych zobowiązań, przetrzymując tych ludzi do dzisiaj.

Dla Tybetańczyków ta sprawa ma znaczenie fundamentalne. Trzy dni przed zniknięciem Gendun Czokji Nima został uznany przez Dalajlamę za nowe wcielenie Panczenlamy. W naszej tradycji buddyjskiej ci dwaj hierarchowie są nierozłącznie związani, nawzajem wskazując się i kształcąc. Tybetańczycy nazywają ich swoim „Słońcem i Księżycem”.

Szczególnym smutkiem napawa to, że Panczena odebrano nam w czasie, gdy Dalajlama – już ponad osiemdziesięcioletni – żyje na wygnaniu. Ojczyznę, okupowaną przez chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą, musiał opuścić w 1959 roku, ponieważ groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Od tego czasu, nie bacząc na nasze protesty, Pekin uznaje Tybet za integralną część Chińskiej Republiki Ludowej. Choć formalnie odżegnują się od religii, a sprawa miała wymiar czysto duchowy, chińscy przywódcy najwyraźniej wpadli w furię, uznając, że rozpoznanie Panczenlamy kwestionuje ich rządy w Tybecie.

Poprzedni Panczenlama, który w kraju pozostał, odegrał kluczową rolę we współczesnej historii Tybetu. Stąpał po linie, żyjąc w chińskim państwie i walcząc z jego aparatem o interesy rodaków. Był niezłomnym rzecznikiem zachowania unikalnego dziedzictwa naszej kultury, religii i języka. Jego „Petycja siedemdziesięciu tysięcy znaków” pozostaje najważniejszą „wewnętrzną krytyką” polityki Komunistycznej Partii Chin wobec Tybetańczyków i innych mniejszości narodowych.

Za przedstawienie jej władzom Panczenlama był więziony i torturowany w czasie rewolucji kulturalnej. Zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w 1989 roku; od tego czasu, przepełnieni bólem, czekamy na prawowitego dziedzica.

Chińska Republika Ludowa mianowała własnego pretendenta, Gjalcena Norbu, i usiłuje wykorzystywać go do realizacji swoich politycznych celów. Tyle że dla Tybetańczyków jest on nie do zaakceptowania. Podobnie jak brutalna kampania „sinizowania” buddyzmu i asymilowania narodu tybetańskiego przez polityczny i ideologiczny system, którego nie da się pogodzić z naszą spuścizną.

Wielu Tybetańczyków żyje na wygnaniu w Indiach i w innych państwach. Sytuacja naszych rodaków w ojczyźnie jest wciąż bardzo trudna. Nie mogą korzystać z wolności słowa i swobód religijnych. Dzieci uczy się po chińsku i kładzie nacisk na ich „wychowanie polityczne”. Innymi słowy, odbierają nam język i próbują zmieniać w lojalnych poddanych komunistycznego reżimu.

Domagając się natychmiastowego uwolnienia prawdziwego Panczenlamy, Genduna Czokji Nimy, wielokrotnie zwracaliśmy się w tej sprawie najpierw do Komisji, a potem Rady Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jego uwięzienie potępiło wiele rządów, niemniej przez ćwierć wieku nikogo doń nie dopuszczono.

W tę smutną rocznicę apelujemy do wszystkich, którym droga jest wolność, o upomnienie się w Pekinie o Jedenastego Panczenlamę Tybetu i domaganie się jego natychmiastowego uwolnienia.

 

 

 

Sonam Frasi jest przedstawicielem Jego Świątobliwości Dalajlamy na Europę Północną, Polskę i Kraje Bałtyckie. Kieruje Biurem Tybetańskim w Londynie.