Archiwa tagu: Świat

Oser: Imigracja pozarządowa

Właśnie opublikowano – i nawet przełożono na chiński – raport delegacji amerykańskiego senatu do Tybetu centralnego i Amdo. Czekałam na to niecierpliwie, bo zetknęłam się z tymi ludźmi i debatowałam o wszystkim z innymi Tybetańczykami. Mamy konkluzję: wyprodukowanie (po dwunastodniowej wycieczce) dokumentu, który porusza tyle kwestii, uznać trzeba za wybitne osiągnięcie.

Czytaj dalej

Cering Łangmo Dhompa: Z dziennika zdobywcy

Podczas brytyjskiego najazdu w 1904 roku władcy Tybetu uciekli i z bezpiecznej odległości czekali, aż rzeka znów będzie niebieska. Nie bardzo wiadomo, czym się w tym czasie trudnili. Zwycięzcy z kolei skrupulatnie opisywali kraj, który mieli złupić. Zauważyli na przykład – jakby sądzili, iż są pierwsi – że suchość nie przydaje liściom urody. Jedyną mokrą rzeczą była woda, nawet tu żadna piękność. Korespondentowi Percevalowi Landonowi Tybet jawił się niezbadaną ziemią, ostatnim krajem, czekającym na odkrycie przez cywilizowany świat. Obserwując pierzaste chmury na nocnym niebie z obozowiska rozbitego przez żołnierzy na skrawku ziemi, skryba imperium zanotował, że to zadanie na miarę Anglików, wiernych sług postępu. Dziennik zdobywcy jest zupełnie szczery, wszystko odnosi do czystej bieli. Rosną tu dęby, ale słabo. Samotny ptak w przestworzach, skała, porosty, wiecheć jałowca. Osobliwe miejsce.

Czytaj dalej

Thich Nhat Hanh: W poszukiwaniu wroga człowieka. Do Czcigodnego Martina Luthera Kinga

Zachodniemu, chrześcijańskiemu sumieniu trudno było zrozumieć samospalenia wietnamskich mnichów buddyjskich w 1963 roku. Media mówiły wtedy o samobójstwie, lecz w istocie akt ten nim nie jest. Nie jest nawet protestem. Zgodnie z listami, które mnisi zostawiali przed podpaleniem się, ich zamiarem było jedynie przebudzenie, poruszenie serc ciemiężców i zwrócenie uwagi świata na cierpienia Wietnamczyków. Wydanie siebie na pastwę ognia ma dowodzić, że mówi się rzecz wagi najwyższej. Nic nie boli bardziej niż poparzenie. Wypowiedzenie czegoś w takich katuszach świadczy o największej odwadze, determinacji i szczerości. Podczas ceremonii wyświęcenia w tradycji mahajany nowicjusz musi wypalić na swoim ciele jedno lub więcej znamion, ślubując przestrzegać dwustu pięćdziesięciu zasad bhikszu, prowadzić życie mnicha, osiągnąć przebudzenie i poświęcić się wyzwoleniu wszystkich istot. Można, rzecz jasna, oświadczyć to siedząc w wygodnym fotelu, lecz kiedy wypowiada się owe słowa klęcząc przed Sanghą i doświadczając takiego bólu, wyrażają one powagę serca oraz umysłu i ważą o wiele więcej.

Czytaj dalej