Dołączam do współbraci, buddyjskich mnichów, którzy uczestniczą w Marszu Pokoju z Teksasu do Waszyngtonu, aby promować narodowe pojednanie, jedność i współczucie. Ich poświęcenie – pokonywanie trudności, warunków atmosferycznych i wreszcie ponad dwóch tysięcy mil – zostało zauważone w Stanach Zjednoczonych i na arenie międzynarodowej.
Tybetańska diaspora 1 lutego rozpoczęła wstępną rundę wyborów parlamentarnych i prezydenckich, które Pekin nazywa „absolutnie nielegalnymi” i sabotuje, gdzie może.
Przyjmuję to wyróżnienie z wdzięcznością i pokorą. Nie uważam go za wyraz uznania dla siebie, tylko dla naszej wspólnej, powszechnej odpowiedzialności.
Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka 22 stycznia opublikowało komunikat, w którym pięciu Specjalnych Sprawozdawców „wyraża głębokie zaniepokojenie ciągłymi doniesieniami o pracy przymusowej” Tybetańczyków, Ujgurów, Kazachów, Kirgizów i innych „mniejszości” w różnych regionach Chińskiej Republiki Ludowej.
Kiedy tak patrzę, co się wyprawia w naszej i światowej polityce, przypomina mi się przypowieść ze słynnego eseju Genduna Czophela o madhjamace Nagardżuny.
Zhang Yadi, studiująca we Francji Chinka, która „zaginęła” 30 lipca w tybetańskim Gjalthangu (chiń. Shangri-La), w Yunnanie, spędziła ponad trzy miesiące w więziennej izolatce.
Postanowiłem spisać swoje refleksje o światowym pokoju w wieku pięćdziesięciu lat, w latach osiemdziesiątych dwudziestego stulecia. Dziś mam lat dziewięćdziesiąt i jesteśmy w połowie trzeciej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Choć w międzyczasie świat bardzo się zmienił – i na lepsze, i na gorsze – uważam, że podstawowe kwestie, które wtedy poruszałem, wciąż są aktualne. W rzeczy samej pokój znów jest priorytetem, gdyż gwałtowny postęp techniczny dał nowe narzędzia tym, którzy nie wahają się przed niczym, żeby postawić na swoim.
Przemoc, zbrodnie, wojny i katastrofy – kiedy włączamy rano radio albo otwieramy gazetę, zalewa nas fala smutnych wiadomości. Nie pamiętam dnia, w którym nie informowano by o czymś strasznym. Nie ulega wątpliwości, że nawet w tej epoce naszemu bezcennemu życiu ciągle coś zagraża. Nigdy wcześniej ludzie nie odbierali tylu złych wiadomości. Ciągła świadomość strachu i napięcia zmusza każdego wrażliwego, współczującego człowieka do zadawania sobie pytań o stan naszego świata.