Rapke Lama – obywatel Nepalu zatrzymany w Tybecie w kwietniu 2024 roku – opuścił więzienie i wrócił do kraju. Uwięziony razem z nim Karma Cheden odbywa karę trzech lat pozbawienia wolności.
Nepalscy deputowani informowali w czerwcu 2024 roku, że obu mężczyzn „zwabiono w pułapkę i uwięziono za pomaganie Tybetańczykom”. Rapke mówi, że przekroczyli granicę, żeby zbierać jarca gumbu, czyli maczużnika nazywanego w Nepalu „tybetańską wiagrą”.
Po drodze chciał spotkać się ze „znajomą z portalu WeChat”, co mogło ułatwić ich „namierzenie”. W nocy nagle usłyszał strzały i ukrył się w krzakach. Chińscy żołnierzy znaleźli go rano, „skuli ręce i nogi” i zabrali do aresztu w Kjirongu (chiń. Jilong), w prefekturze Szigace (chiń. Xigaze, Rigaze), w którym przez trzy dni przesłuchiwano go, głodzono i bito. Karma Cheden został zatrzymany wcześniej, podczas „nocnej obławy ze strzelaniem”.
Krewni dowiedzieli się o uwięzieniu obu mężczyzn po kilku tygodniach od „sołtysa, do którego zadzwoniono z komendy policji w Szigace”. Nie mogąc uzyskać żadnych oficjalnych informacji, w czerwcu policja dystryktu Gorkha zwróciła się o pomoc w odszukaniu „zaginionych” do Interpolu.
Po fali tybetańskich protestów w 2008 roku Chińczycy zaczęli uszczelniać granicę, wzdłuż której pięć lat później przewodniczący Xi Jinping kazał zbudować wał „obronnych wiosek”. Od tego czasu granica, którą wcześniej rokrocznie przekraczały ponad trzy tysiące uciekinierów z Tybetu, stała się praktycznie „zaporą nie do pokonania” bez płacenia astronomicznych kwot za przerzut. W 2020 roku władze chińskie zakazały – wcześniej powszechnych – małżeństw „transgranicznych”. Ci, którzy zdążyli je zawrzeć, „nie mogą już odwiedzać krewnych”.
Obu zatrzymanych przewieziono do aresztu śledczego w Szigace (który zbudowano dla uciekinierów z Tybetu), a następnie przeniesiono do niesławnego lhaskiego więzienia Drapczi, w którym przetrzymywano wtedy „około trzydziestu” Nepalczyków.
Rapke mówi, że w jego celi jedenastu osadzonych monitorowało całodobowo – także w latrynie – dziewięć kamer z mikrofonami. Przez trzy miesiące razem z innymi osadzonymi ćwiczył „wojskową musztrę”. Dwa razy przewożono go do sądu w Lhasie. Rozprawy trwały po piętnaście minut. Dostał adwokata z urzędu, ale nie mógł skontaktować się z przedstawicielem Nepalu.
Rapke twierdzi, że nie ani razu nie pozwolono mu na widzenie z lekarzem. W grudniu 2024 roku zaczął „wymiotować krwią”; sześć miesięcy później został zwolniony i odesłany do Nepalu. „Trząsł się i nie mógł mówić”, więc krewni zawieźli go prosto do szpitala, w którym spędził kilka miesięcy.
Jego przyjaciel Karma Cheden wciąż jest w Drapczi. Odbywa karę trzech lat pozbawienia wolności. Rapke „woli nie mówić o innych więźniach z Nepalu, bo boi się, że mógłby im tym zaszkodzić”.

