Kiedy tak patrzę, co się wyprawia w naszej i światowej polityce, przypomina mi się przypowieść ze słynnego eseju Genduna Czophela o madhjamace Nagardżuny.
Streszczam.
Dawno, dawno temu żył król, który miał czarodziejskiego ptaka, znającego i przepowiadającego przyszłość. Pewnego dnia dowiedział się od niego, że przyjdzie wielka ulewa i każdy, kto napije się deszczówki, postrada zmysły. Nic nikomu nie mówiąc, monarcha ukradkiem przykrył swoją studnię.
Tydzień później lunęło. Ludzie pili wodę i wariowali. Przepowiednia wypełniła się co do joty. Oszaleli wszyscy poza królem, który dobrze się zabezpieczył. Tyle że społeczeństwo wariatów uznało za szaleńca władcę i postanowiło go obalić.
Przerażony król, nie widząc innej opcji, błyskawicznie ożłopał się deszczówki i w oczach poddanych znów stał się dobrym królem.
I kto tu zwariował?
6 stycznia 2026
Lobsang Jongdan urodził się w Tybecie. Jako dziecko został mnichem w klasztorze Kumbum i ukończył monastyczne studia. Po opuszczeniu kraju uzyskał stopień doktora na uniwersytecie Cambridge. W styczniu w diasporze zaczęła się kampania wyborcza.