Na początku stycznia władze chińskie wezwały przełożonych klasztorów Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA) – i „towarzyszy odpowiedzialnych za ten sektor” – na seminarium o „sinizacji buddyzmu”. „Obradom” przewodniczył Gema Cedain (Gama, Garma; tyb. Karma Ceten), szef rządu lokalnego.
Zebranym przypomniano, że mają obowiązek „sumiennego” sinizowania buddyzmu tybetańskiego i dostosowywania go do wymogów socjalizmu oraz – jak wypisano latem na murach wszystkich świątyń – „wdzięczności, posłuchu i podporządkowania” Komunistycznej Partii Chin.
Wszyscy duchowni muszą „wyrabiać w sobie” trzy świadomości – narodową (czytaj: chińską), obywatelską i prawną – i „zaszczepiać” je innym, demonstrować „patriotyzm i pobożność”, „bezkompromisowo zwalczać separatyzm” oraz „przestrzegać przepisów” ze szczególnym uwzględnieniem „administracyjnych zasad reinkarnacji żywych buddów”.
Do mnichów przemówił Wang Junzheng, przewodniczący komitetu partii TRA, obłożony wcześniej sankcjami przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską, Wielką Brytanię i Kanadę za kierowanie prześladowaniami Ujgurów w Turkiestanie Wschodnim. Wang przypomniał o wiekopomnej wizycie Xi Jinpinga w Lhasie oraz o konieczności „poszanowania, studiowania, zgłębiania i wdrażania” jego myśli. „W pracy religijnej nie ma spraw błahych. Przedstawiciele sektora religijnego muszą wypracować mentalność jednej drużyny, wypełniać rozkazy partii, okazywać jej lojalność i wdzięczność. Spoczywa na nich obowiązek aktywnego wyrabiania poczucia przynależności do narodu chińskiego oraz służenia sprawie modernizacji socjalistycznej”.
