Gdzie byli mnisi? Gdzie była policja? Tak zwany komitet demokratycznego zarządzania? Grupa robocza? Wszyscy akurat gdzieś sobie poszli? I zrządzeniem losu nie działały też zainstalowane w każdym kącie kamery?
Powszechne chamstwo chińskich turystów jest wynikiem przyzwolenia.
Tak zwana „turystyka kulturalna” stanowi jeden z „dziewięciu filarów” gospodarki Tybetańskiego Regionu Autonomicznego i dlatego przyjezdni są tu traktowani jak święte krowy, którym wszystko wolno. Także obrażać uczucia religijne, deptać rodzimą kulturę i obyczaj w miejscach świętych dla Tybetańczyków.
Mamy dość, a winne są władze, które notorycznie przymykają oko na łamanie prawa i chamstwo turystów, podczas gdy Tybetańczycy nie mają nawet jak wyrazić oburzenia, o dochodzeniu sprawiedliwości nie wspominając.
Reakcja na film opublikowany w internecie przez chińskiego turystę, który popisuje się, kradnąc ofiarę z klasztornego ołtarza i wylewając resztki do maślanej lampki.