Lhaksam: Świat odwraca wzrok

Tybet nie ginie przez potęgę Chin, tylko przez obojętność świata.

Świat dobrze wie, co wydarzyło się w Tybecie. Świat wie, że skradziono nam ojczyznę, zdeptano religię, odebrano język i zburzono klasztory. Świat wie o zabijaniu, torturowaniu i więzieniu niewinnych, o życiu w ciągłym strachu. Ale o to nie dba.

Światowi przywódcy ściskają dłonie dyktatorom i nazywają ich przyjaciółmi.

Koncerny zarabiają.

Rządy mówią o prawach człowieka, tylko gdy mają w tym interes.

I wszyscy oczekują, że Tybetańczycy będą cierpieć po cichu, potulnie, grzecznie i pokojowo.

Jak długo?

Jak długo ma cierpieć mały naród, który zdołał zachować wszystkie nauki Buddy?

Jak długo ma się uśmiechać Dalajlama, gdy jego kraj rozrywają na strzępy?

Świat powinien czuć się winny.

Nie dlatego, że Tybetańczycy kogoś nienawidzą albo dyszą żądzą zemsty.

Milczenie w obliczu niesprawiedliwości nie jest pokojem, tylko przyzwoleniem.

Świat czerpie z mądrości Jego Świątobliwości Dalajlamy, liżąc rany swojej duszy. Sięga po tybetańskie medytacje, współczucie, uważność i duchowość, żeby zredukować stres, odnaleźć spokój i rozwijać potencjał.

Ale gdy słyszy o cierpieniu narodu, który ocalił i udostępnił ten skarb, świat odwraca oczy.

Jesteście strasznymi egoistami. Bierzecie garściami z tybetańskiej spuścizny, ale nasz ból macie za nic. Jak możecie przebierać w naszych klejnotach, obojętni na los ludu, który strzegł ich dla was przez całe wieki?

 

16 maja 2026

 

 

„Diasporowy” post podpisany (nazajutrz po wizycie prezydenta USA w Pekinie) pseudonimem „czyste intencje” .