Wszystkie nasze działania za granicą są protestem przeciwko chińskiej okupacji i polityce twardej ręki, którą Komunistyczna Partia Chin rządzi Tybetem. Chcę dziś powiedzieć kilka słów. Nie zwracam się do Tybetańczyków w ojczyźnie, którzy z wielką odwagą ciągle narażają życie, walcząc o ocalenie naszego języka, kultury i godności. W tej sytuacji po prostu nie mam prawa do nich mówić.
Pragnę jednak powiedzieć cztery rzeczy Tybetańczykom na wychodźstwie.
Po pierwsze: tybetańska diaspora nie może zapomnieć o spoczywającej na nas odpowiedzialności. Za granicą korzystamy z wolności i demokracji, które dał nam Jego Świątobliwość Dalajlama. Nie po to jednak, żeby wykorzystywać je do walczenia ze sobą nawzajem. Każdy z nas powinien wołać o wolność w Tybecie i myśleć o jego przyszłości. Jego Świątobliwość powiedział kiedyś, że nie godzi się zadowalać posiadaniem domu czy samochodu, gdy w ojczyźnie cierpi cały naród.
Po drugie: musi do nas dotrzeć, że Tybetańczycy cierpią, bo straciliśmy własny kraj. Jego Świątobliwość jest globalnym orędownikiem pokoju i pracuje niezmordowanie na rzecz szczęścia wszystkich istot, więc waży i starannie dobiera słowa. My jednak musimy zrozumieć, dlaczego Tybetańczycy w Tybecie są całkowicie zniewoleni. Dlaczego naszemu narodowi grozi zagłada? Dlaczego nie mamy prawa nawet do posiadania zdjęcia Dalajlamy? Dlatego że straciliśmy nasz kraj i naszą wolność. Wielu ludzi mówi, że nie mamy swojego kraju. To nieprawda. Mamy swój kraj, tyle że jest on okupowany przez Chiny.
Po trzecie: tybetańska diaspora nie może być podzielona. Nie ma miejsca na lokalny szowinizm i sekciarstwo. Prześladując Tybetańczyków, KPCh nie dba o miejsce pochodzenia – Kham, Amdo, U-Cang – ani o religijne afiliacje. Musimy się zjednoczyć i ze wszystkich sił walczyć o odzyskanie wolności narodu oraz niepodległości kraju.
Po czwarte: nie bierzcie do siebie tego, co robię. Autentyczna żałoba to nieprzerwana walka o Tybet. Jeśli przyjdzie mi zrobić coś głośnego i ostatecznego, ze złożonymi dłońmi proszę, żeby nie odrywało to was od tego, czym się zajmujecie. Teraz musimy skupić się na zachowaniu języka i kultury. Jeśli tańczycie, musicie tańczyć dalej, jeśli śpiewacie – śpiewać. Dzięki temu następne pokolenie Tybetańczyków przejmie i przekaże dalej naszą mowę i spuściznę.
Zaraz będziemy obchodzić dziewięćdziesiąte pierwsze urodziny Jego Świątobliwości Dalajlamy. Mam nadzieję, że Tybetańczycy będą je celebrować na całym świecie. To bardzo ważne. Nie pogrążajcie się w smutku i żałobie z powodu jednostkowej decyzji. Opłakiwać musimy tylko utratę ojczyzny. I ze wszystkich sił walczyć o jej odzyskanie.
Jeśli coś dziś zrobię, wiedzcie, że nie kierują mną żadne osobiste pobudki. Mam co jeść i mam co na siebie włożyć. Mam gdzie mieszkać i mam czym jeździć. I prywatnie nie mam żadnych problemów. Robię to wyłącznie dla mojego kraju i dla narodu tybetańskiego.
Ze złożonymi dłońmi proszę, jeśli chcecie o mnie pamiętać, róbcie to, o co się tu do was zwracam. Mam nadzieję, że wszyscy będziecie dalej walczyć o Tybet.
Kończąc: Niech żyje niepodległy Tybet! Bod gjalo!
2 lipca 2026
Pięćdziesięciodwuletni Lobsang Palden – nazwany przez przyjaciół Lobga Rangzen (Niepodległość) – dokonał samospalenia przed siedzibą ONZ w Nowym Jorku zaraz po opublikowaniu tego nagrania. Zginął na miejscu.