Jesteście przygotowani na własną starość?
Ja jestem.
Nauki Buddy mówią o cierpieniach narodzin, choroby, starości i śmierci. Zdrowi i silni, często o nich nie pamiętamy.
Wracając wczoraj do domu, spotkałem przed drzwiami sąsiadkę. Jest dobrze po osiemdziesiątce, ma cztery córki i dwóch synów, ale wszyscy mieszkają daleko. Od trzydziestu lat nie odwiedzili jej na Gwiazdkę. Niezależna, silna i wojownicza, zawsze była dla mnie wzorem, lecz wiek robi swoje nawet z najtwardszymi. W pewnym momencie po prostu nie da się już sprzątać, gotować i robić zakupów.
Zapytałem, na co czeka. Odparła, że źle się poczuła i wezwała karetkę. Pół godziny temu obiecali, że zabiorą ją do szpitala. Powiedziałem, że z nią zaczekam.
Po jakimś czasie pan z pobliskiej restauracji pomógł nam znów zadzwonić do szpitala, który zapewnił, że właśnie wysyłają ambulans. Po dwudziestu minutach uznałem, że powinniśmy pójść do najbliższej przychodni. Sąsiadka ledwie szła, ale wziąłem ją pod rękę i powoli podreptaliśmy. Po drodze zaproponowałem, że zostawię ją tam, bo może lepiej się nią zajmą, jeśli będzie sama. Tak też zrobiliśmy.
Pół godziny później zapaliło się u niej światło. Doktor z przychodni kazał wracać do domu i czekać na karetkę. Rzeczywiście, w końcu zabrali ją do szpitala, w którym spędziła noc. Opowiadała mi, że musiała się o to wykłócać, bo chcieli odesłać ją wcześniej, mimo że lekarz z sąsiedztwa zalecał przeleżenie tam co najmniej czterech dni. W takich sytuacjach serce się kraje na myśl o naszej służbie zdrowia.
Wiem, że moja sąsiadka wolałaby być w domu opieki, w którym mogłaby liczyć na fachową pomoc. Bardzo tego potrzebuje, lecz załatwienie miejsca nie jest proste. Wymaga czasu, wysiłku i wielu zabiegów.
Jeżeli wydaje się nam, że mamy mnóstwo przyjaciół i krewnych, to kiedy ich potrzebujemy, zostajemy sami. Dlatego też należy o wszystko zadbać, gdy jest się zdrowym i sprawnym. Podjąć decyzję, mając jasny umysł i mogąc liczyć na swoje ciało. Potem będzie za późno.
Zdrowi i silni, mamy wokół siebie rodzinę i znajomych, ale w starości i słabości często jesteśmy zdani tylko na siebie.
Potrzebujecie zaufanego przyjaciela, który wam doradzi, i musicie podjąć właściwą decyzję, kiedy jeszcze jesteście w stanie zadbać o swoją przyszłość – na starość.
To była dla mnie ważna lekcja. Postanowiłem nie mieć pomocników ani sekretarza i podoba mi się takie życie, jednak naprawdę muszę to sobie przemyśleć, gdyż dobre zdrowie nie jest nam dane na zawsze.
„Jak lew, nie znam lęku,
Jak słoń, niczego się nie obawiam,
Jak szaleniec, nie udaję i na nic nie liczę.
I mówię, jak jest”.
18 kwietnia 2016
Radha Czimi Rinpocze (1941–2026) z klasztoru Bencien w Khamie, siostrzeniec Dziewiątego Sangje Njenpy (1897–1962) i Dilgo Khjence Rinpoczego (1910–1991), był jednym z pierwszych nauczycieli buddyzmu tybetańskiego na Zachodzie i pierwszym urzędnikiem państwowym pochodzenia tybetańskiego (kustoszem British Library) w Wielkiej Brytanii. Nie pozwalał na publikowanie swoich wykładów. Kategorycznie odmawiał przyjmowania jakichkolwiek „ofiar” i datków. Kiedy choroba uniemożliwiła mu – doroczne – spotkania z uczniami, zaczął pisać dla nich posty, które potem skrupulatnie usuwał. „Latami robiłem swoje – powtarzał. – Nikogo tu nie oświeciłem, nikomu nie otworzyłem trzeciego oka ani ucha, ale pomagałem ludziom czuć się dobrze, stać na własnych nogach i doczekać emerytury. To mój dorobek”.