Krewni zaginionych w Kjirongu „szukają informacji w Nepalu”

Krewni osób, które 26 sierpnia zaginęły w Kjirongu (chiń. Jilong), w Szigace (chiń. Xigaze, Rigaze), w Tybetańskim Regionie Autonomicznym, „szukają wiadomości o swoich bliskich w Nepalu”, ponieważ władze chińskie nie odpowiadają na pytania i cenzurują wszystkie informacje o tragicznej powodzi.

Komunistyczna Partia Chin – która zamknęła „Dach Świata” przed zagranicznymi dyplomatami, dziennikarzami, naukowcami i organizacjami pomocowymi – najwyraźniej źle znosi także zainteresowanie światowych mediów „tragedią w Tybecie” i brakiem odzewu na promowany przez siebie kolonialny „Xizang” (co doprowadziło między innymi do kuriozalnego usunięcia „politycznie niepoprawnych” kondolencji „galaktycznego” klubu piłkarskiego Real Madryt).

Wśród zaginionych są Chińczycy, którzy pracowali (m.in. przy naprawie dróg) po nepalskiej stronie granicy. Bliscy skarżą się na brak „jakichkolwiek informacji” i pomocy, a ich posty „generują tysiące komentarzy”.

Eksperci są zgodni, że katastrofę wywołało skalne osuwisko – a nie, jak podawano początkowo, trzęsienie ziemi czy wylanie jeziora polodowcowego – które porwało część lodowca, powodując nagłą powódź. „Do tej pory mówiliśmy o topnieniu himalajskich lodowców. Teraz najwyraźniej pękają już góry”.

Po ogłoszeniu „zakończenia” akcji ratunkowej krewni zwrócili się do chińskich władz o „zgodę na wynajęcie śmigłowców albo wysłanie w rejon katastrofy własnych dronów, ale nie otrzymali żadnej odpowiedzi”.

Według danych z Nepalu w powodzi zginęło ponad 1200 osób, a 4216 uznaje się za zaginione. Pekin mówi o 541 zaginionych w „Xizangu”, w tym 261 cudzoziemcach z 23 państw (w większości pielgrzymujących na świętą Górę Kailaś). Eksperci kwestionują „chińską” liczbę ofiar – 21 osób – podkreślając, że na skutek cenzury mogą sobie „jedynie wyobrażać” faktyczną liczbę poszkodowanych.

Podczas gdy oficjalne komunikaty mówią wyłącznie o sprawności ratowników (nieodmiennie spieszących z pomocą z czerwonymi sztandarami w rękach), w chińskich mediach algorytmicznych dominują „wyrazy współczucia, żalu i bólu”. Rodziny bliskich są zdane na „źródła nepalskie, ambasady państw trzecich i [często blokowane w ChRL] zagraniczne strony internetowe”. Już 30 sierpnia policja ludowa w Tybecie zdążyła za to powiadomić o zatrzymaniu i ukaraniu dziesięciu osób za „rozpowszechnienie fałszywych informacji o skali zniszczeń”.

Państwowa cenzura „uniemożliwia stwierdzenie, gdzie jest potrzebna pomoc i czego brakuje ludziom”. Tybetańskie źródła mówią wprost, że „w tej sprawie lepiej się w ogóle nie wypowiadać”.

Zrozpaczeni i bezradni są także krewni zaginionych w Tybecie cudzoziemców, których „telefony przestały działać zaraz po powodzi”. „Chińczycy nic nam nie mówią. Za każdym razem powtarzają tylko, że wszystkie informacje uzyskamy w ich ambasadzie”.

Światowe media zwracają też uwagę na „zmianę stylu” przywództwa, przypominając, że po wcześniejszych katastrofach gensekowie Jiang Zemin i Hu Jintao „spieszyli na miejsce nadzorować akcję ratunkową. Przewodniczący Xi Jinping wolał zostać w domu”.