Pekin sabotuje wybory tybetańskiej diaspory

Tybetańska diaspora 1 lutego rozpoczęła wstępną rundę wyborów parlamentarnych i prezydenckich, które Pekin nazywa „absolutnie nielegalnymi” i sabotuje, gdzie może.

Na tym etapie głosujący wyłaniają kandydatów, którzy znajdą się na „właściwych” kartach wyborczych, spośród osób oficjalnie zgłoszonych przez tybetańską społeczność na wychodźstwie.

Z tej okazji chińskie ministerstwo spraw zagranicznych przekazało oświadczenie Agencji France-Presse, w którym nazywa Centralną Administrację Tybetańską (CAT) „czysto polityczną grupą separatystyczną” oraz „nielegalną organizacją całkowicie naruszającą chińską konstytucję i przepisy”. W tym samym czasie amerykański Kongres – przywracając zablokowane przez administrację fundusze dla tybetańskiej diaspory oraz Radia Wolna Azja i Głos Ameryki – zaczyna formalnie tytułować CAT „rządem na wychodźstwie”.

Tybetańczycy głosują w 27 państwach (w tym po raz pierwszy w Korei Południowej) pod okiem 87 komisarzy powołanych przez Centralną Komisję Wyborczą w Dharamsali.

Według niezależnych źródeł w państwach, w których „wpływy Pekinu są najsilniejsze” – Tybetańczycy są „szykanowani, zastraszani i zmuszani do głosowania po kryjomu”. „W Bhutanie nie wolno nam prowadzić wyborów i trzeba wyjechać za granicę, żeby oddać głos”. W Nepalu komisarze „dyskretnie odwiedzają tybetańskie domy”.

Druga, decydująca tura wyborów zaplanowana jest na 26 kwietnia.