Kiedy Dalajlama musiał uciekać z Tybetu w 1959 roku, rozpoczynając najdłuższe wygnanie współczesnego świata, nie był sam. Towarzyszył mu między najmłodszy brat Tenzin Czogjal, któremu przyszło spędzić w Indiach 67 lat. Znalazł w nich nie tylko azyl, ale i dom. Walkę o Tybet traktował jako zobowiązanie i sprawą osobistą.
TC, jak mówili o nim znajomi, zmarł 17 lutego 2026 roku w Kashmir Cottage, w Dharamsali – w skromnym domu, w którym mieszkała jego matka, i milczącym pomniku rodzinnego smutku, piękna i wytrwałości. Miał 80 lat.
Jego historia zaczyna się od jednego z tych incydentów, które w tybetańskiej tradycji buddyjskiej traktowane są nie jako zbiegi okoliczności, a znaki. Urodził się w 1946 roku w Lhasie i trzy lata później został uznany za inkarnację Ngari Rinpoczego, hierarchy związanego z zachodnim Tybetem. Kiedy umarł jego starszy brat, rodzina – jak każe żałobny obyczaj – położyła na zwłokach grudkę masła. Nowo narodzone dziecko, jak gdyby dawało do zrozumienia, skąd przyszło, miało znamię dokładnie w tym samym miejscu. Imię – Tenzin Czogjal, Król Nauk Buddy – nadał mu inny brat, mieszkający już w pałacu Potala.
Niezwykłym życiem, jakie prowadził w Indiach, kierowało przeświadczenie, że wygnanie nie jest stanem, który trzeba znosić, lecz wyzwaniem, któremu należy sprostać. Uczył się w (formującej pokolenia tybetańskich uchodźców) szkole św. Józefa w Dardżylingu i kontynuował naukę w Stanach Zjednoczonych, łącząc wiedzę wyniesioną z tybetańskiego monastycznego uniwersytetu z nowoczesnym wykształceniem. W Indiach służył diasporze, ucząc w Tybetańskiej Wiosce Dziecięcej, pracując w Departamencie Religii i Kultury oraz – ze szczególnym oddaniem – w biurze Jego Świątobliwości Dalajlamy; kierował (w latach 1974–76) Tybetańskim Kongresem Młodzieży i zasiadał w emigracyjnym parlamencie (jako przedstawiciel rodzinnej dzielnicy Dome, Amdo).
W burzliwych latach po granicznej wojnie z Chinami w 1962 roku zaciągnął się do indyjskiej armii i służył w Specjalnych Siłach Granicznych, tybetańskiej jednostce stacjonującej w Uttarkhandzie. W jego oczach wojskowy mundur nie kłócił się ze statusem inkarnowanego lamy, tylko świadczył o tym, jaką wagę przywiązuje do sprawy Tybetu i bezpieczeństwa granic Indii.
Ci, którym dane było poznać TC, zapamiętali przede wszystkim jego inteligencję i indywidualizm. Czasem gorzki i niespokojny, zawsze bardzo ludzki, rozjaśniał każde pomieszczenie. Szczery, gdy inni starali się być dyplomatyczni, i natychmiast skracający protokolarny dystans, emanował autoironicznym poczuciem humoru, właściwym tylko ludziom, którzy poznali smak cierpienia.
Choć odebrał monastyczne wykształcenie, nie miał serca do sztywnego rytualizmu, który oddala nauczyciela od uczniów. Wybrawszy świeckie życie, nigdy nie przestał troszczyć się o związane ze swoją linią klasztory w Ladakhu. Szczególną uwagę zawsze poświęcał edukacji.
Towarzyszył bratu podczas najważniejszych spotkań, choćby z bliskim przyjacielem Desmondem Tutu, którego także nagrodzono Noblem za lata walki z opresją. TC uwielbiał obcesowe żarty arcybiskupa i chyba najlepiej rozumiał, co od pierwszego wejrzenia przyciągało do siebie tych dwóch luminarzy. Obaj najwyraźniej wiedzieli, że rozpacz wygnania nie wyklucza radości.
Dopóki nie stanęła na przeszkodzie choroba, przez całe dekady co niedzielę przychodził na obiad do rezydencji Dalajlamy w Dharamsali. Te niedzielne spotkania, skromne i niezapowiadane, były chyba najbardziej widocznym świadectwem więzi, jaka łączyła braci starzejących się w cieniu Himalajów. „Mam cudownego szefa”, odpowiedział z firmową prostotą, zapytany, jak mu się służy krewnemu.
Penpa Cering, prezydent Centralnej Administracji Tybetańskiej, powiedział, że Rinpocze poświęcił życie sprawie Tybetu, dzieląc cały ból i marzenia rodaków.
Zostawił żonę Rinczen Khandro Czogjal, córkę Tenzin Czozom, syna Tenzina Lodo, starszą siostrę Dziecyn Pemę i brata, któremu ofiarował swoje życie.
Indie dały jego rodzinie schronie. TC – uosobienia wierności, odwagi i niewzruszonej miłości do rodaków – zrewanżował się im (po cichu, bez fanfar) siedmioma dekadami lojalności. Oby modlitwy i zasługa, jaką dedykuje się dziś w jego intencji, stał się podobną mu opoką i źródłem siły.
Za The Tribune
Rajiv Mehrotra jest indyjskim pisarzem, reżyserem, dziennikarzem i sekretarzem Fundacji Odpowiedzialności Powszechnej, powołanej przez Dalajlamę po otrzymaniu Pokojowej Nagrody Nobla.
