Oser: Różnica czasu

Latem w Lhasie

robi się ciemno po dziesiątej.

Wedle czasu pekińskiego, rzecz jasna,

po naszemu zmierzcha koło ósmej.

O wpół do dziewiątej w Lhasie

I o dziesiątej trzydzieści w Pekinie

Na niebie zaczynają mrugać gwiazdy,

chmury układają się niczym karty księgi,

a kontur gór wygląda

jak nitka zapomnianej rzeki.

Na samą myśl o tym chce mi się płakać.

Z czasem tak przyzwyczailiśmy się

do dwugodzinnej różnicy,

że nawet nie pamiętamy,

jak kiedyś żyliśmy.

Co zaczynało nasz dzień?

Trąby z Potali czy słońce

wschodzące nad górą Czakpori?

Pytałam starszych, ale zbywali mnie

wzruszeniem ramion.

Nie patrzymy na zegarki,

bezwiednie poddając się rytmowi miejsca.

Czy odbija się to na naszym zdrowiu?

Codzienne czynności mają swój czas,

a tu wszystko kłóci się z biologią i geografią.

Czasem, gdy się zapatrzę,

widzę zastygłą w mudrze dłoń Tary

albo rytualny kołek Guru Rinpoczego.

Kiedy wstaje księżyc,

Potala wygląda jak

gigantyczne ranne zwierzę.

Często słyszę, jak pojękuje.

 

 

 

Pekin, 9 października 2025 (i 15 kwietnia 2026)

Właśnie znalazłam w notesie. Na śmierć o nim zapomniałam.