Księżyc i wiatr poruszają się dziś z wyjątkowym wdziękiem.
Jak zwykle stoję w północnym oknie
i gapię się na góry, które od zawsze zasłaniają mi widok.
Księżyc i wiatr poruszają się dziś z wyjątkowym wdziękiem.
Jak zwykle stoję w północnym oknie
i gapię się na góry, które od zawsze zasłaniają mi widok.
Na Północnej minął mnie wieczorem chłopak,
który pędził na hulajnodze z klasztoru Sera
z zadartym nosem, błyszczącymi oczami
Nie jestem twoim kolegą
Chyba nigdy się nie spotkaliśmy
Znam tylko twoje imię
I sprawę, za którą umarłeś
Kiedy przerażający tyrani topią świat
w otchłani chaosu, burząc spokój
bogów, nagów, zwierząt i ludzi –
Władze chińskie kazały „wycofać” cały nakład wydanych pośmiertnie zebranych pism Cien Bhanga, przedwcześnie zmarłego pisarza z Gologu (chiń. Guoluo) w prowincji Qinghai.
Chcę więc spłonąć. Bez żalu.
Zapalam w umyśle to cudowne światło jak maślaną lampkę.
Ciało, niczym miseczka z ołtarza, całym sobą pragnie złożyć się w ofierze.
Jak zwykle ten pierwotny świat jest pustynią.
Jak zwykle nasz los jest na łasce wiatru.
Tragedia mojego i twojego życia
wlecze się mozolnie pod górę.
Setki ryczących armat
Tysiące dymiących karabinów
Tupot butów chińskich żołdaków
Depczących nasze ziemie –
Pamiętają nawet kamienie!