Czimi: Karmiczne osady

Księżyc i wiatr poruszają się dziś z wyjątkowym wdziękiem.

Jak zwykle stoję w północnym oknie

i gapię się na góry, które od zawsze zasłaniają mi widok.

Choć dawno za nimi znikłeś, jesteś bardzo blisko

i uśmiechasz się w głębi (mojego) serca.

Dokąd je teraz poprowadzisz?

Mówisz, że życie jest tylko snem,

którym steruje niewidoczna ręka losu.

Kiedy karmiczny wiatr pędzi chmury,

widać, że nic nie miało trwać wiecznie.

Każdy krok, jaki chciało się zapisać tęczą,

okazuje się spuścizną sprzeczności.

Ile muszę wycierpieć, żeby cię odnaleźć,

spokojnego i pięknego wewnątrz i na zewnątrz?

Najzupełniej przekonany, rzeczowo stwierdzasz:

w nieustającym kołowrocie istnienia

szukamy się nawzajem od dawien dawna.

Fakt, czekam i wypatruję po horyzont czasu.

A ty pojawiasz się, dopiero gdy życie

kończy się jak koński ogon,

i nie mogę chwycić, dotknąć

ani ciebie, ani snu, zupełnie jak z tęczą.

Ty i moje karmiczne osady przypominacie sen,

nie ma w was nic pewnego.

W potężnych kleszczach losu

wszystko drży, kruche i bezradne.

Co faktycznie jest nasze

pomiędzy snem a rzeczywistością?

I co zostaje poza tymi łzami?

Czekałam na ciebie tysiące lat.

 

 

 

 

Pema Co, podpisująca większość wierszy pseudonimem Czimi, jest jedną z najważniejszych tybetańskich poetek – i nauczycielką tybetańskiego w Rebgongu, w Amdo.

Za Journal of Tibetan Literature