W tym roku często pada śnieg,
lodowaty wiatr mrozi myśli i ciało.
Kiedy przyjdzie wiosna?
W umyśle wyświetla się
długa, biała droga,
w kąciku oka zamarza łza.
Zima wywołuje zamieć w moich snach,
roznosi sterty posegregowanych smutków,
drzemiących na co dzień w zaciszu szuflad.
Wiatr, który zawodzi
przez te nieznośnie długie miesiące,
bardzo przypomina nasze rozstanie.
W takt wyjącego wichru
leję zamarznięte łzy
nad skostniałą sierotą.
Dręczę się bez końca myślami
o twoim odejściu i pytaniem,
co właściwie należało powiedzieć.
Czy w całym tym zamęcie
jest jeszcze jakiś proty kręgosłup,
dobre serce i życzliwe ucho?
A przecież musi być gdzieś lato,
kwiecień, dźwięk fletu, ciepły zmierzch.
Dlaczego ich nie pamiętam?
Zima. Śnieg w sercu i na skórze.
Melancholia doskonale dopasowana
do opuszczonego serca.
Zima. Zamarza umysł,
kciuk wbija się w ranę, ból wyciska łzy.
Czy to tylko my, czy inni też tak mają?
Pośród śniegowej burzy
i wściekłego wycia wiatru
czekam, podsycając ogień medytacji.
Pema Co, podpisująca większość wierszy pseudonimem Czimi, jest jedną z najważniejszych tybetańskich poetek – i nauczycielką tybetańskiego w Rebgongu, w Amdo.