Władze chińskie udostępniły DeepZang, „pierwszy tybetański model językowy”, przedstawiając go jako „autentyczną platformę wiedzy o tybetańskiej kulturze, historii i polityce dla globalnych użytkowników”.
Pekin przemilcza – starsze o trzy lata – dokonania Gesze Lobsanga Monlama, urodzonego w Khamie tybetańskiego uchodźcy i komputerowego samouka, autora najpopularniejszych tybetańskich fontów, monumentalnych słowników i pierwszych tybetańskich dużych modeli językowych.
DeepZang – jak wskazuje sama nazwa – jest przede wszystkim narzędziem propagandowym, realizującym naczelne zadanie chińskiej „tybetologii”, czyli zakłamywanie historii i przedstawianie Tybetu jako chińskiego „Xizangu”.
Po wpisaniu tybetańskiego słowa Bod użytkownik dowiaduje się, że „Tybet” jest „od najdawniejszych czasów” częścią Chin, a jego „specyfikę i historię” lepiej oddaje nazwa Xizang.
Pytany o Dalajlamę, chiński model odpowiada, że to „postać religijna, której działalność godzi w interesy kraju”. Po próbie dowiedzenia się czegoś więcej, aplikacja radzi już tylko interesować się kwestiami „zgodnymi z prawem”.
DeepZang jest płatny i – zdaniem tybetańskich recenzentów – „drogi oraz niepraktyczny. Nic nie wnosi. Inne chińskie modele mają różne wersje językowe i nikt się tym nie ekscytuje. Z tybetańskiego zrobili propagandową pokazówkę ku chwale myśli Xi Jinpinga i etnicznej jedności”.
„Za wysoką cenę dostajecie absurdalne przekłady i miliony bezużytecznych, często sprzecznych informacji. Nie mam pojęcia, dlaczego każą sobie za to płacić”.
Pytanie: Co znaczy „niepodległość Tybetu”?
Odpowiedź: DeepZang przypomina, że pytania muszą być zgodne z prawem. To pytanie jest najwyraźniej niewłaściwe, toteż nie mogę na nie odpowiedzieć.
