Sangdor: Sto tabletek na raz

1
Łangczen był kolegą z dzieciństwa. Kiedy opuścił klasztor, stał się nagle męski, a w każdym razie tak nam się zdawało.

2
Pierwsze skojarzenie to pięć albo sześć tanich komórek, wszędzie je z sobą nosił. I problemy z oddawaniem moczu, z powodu których przezywano go „wiecznym sikaczem”.

3
Sam zrobił z tego atut, przechwalając się, że w łóżku kończy najwcześniej po dwóch godzinach. Dzięki temu znajomi, w tym także ja, zaczęli patrzeć na niego z uznaniem, choć nie byliśmy pewni, czy nie zmyśla. Mówiło się o nim „fajny facet”.

4
Z kolei dla Łangczena fajnym facetem był niejaki Lhagjal Bhum z sąsiedniej wioski. Ponoć wszedł raz na szczyt świętej góry i zdeptał mieszkającego tam – naprawdę – ducha, który zaczął przejmująco śpiewać.

5
Jako mnich Łangczen nosił imię Cultrim, co znaczy „dyscyplina” – i tego najbardziej mu brakowało (przez co właśnie był dla nas fajnym facetem).

6
Popadłszy w depresję, Łangczen odebrał sobie życie pewnej wyjątkowo mroźnej zimowej nocy. Poszedł na cmentarz i połknął sto tabletek przeciwbólowych na raz. Kompletnie odurzony, zasnął i zamarzł.

7
Funkcjonariusz Biura Bezpieczeństwa Publicznego znalazł przy zwłokach kartkę, na której Łangczen napisał: „Przed gastroskopią w Chengdu lekarz podał mi znieczulenie. Kiedy przestało działać, zobojętniałem na wszystko. Żona i córka próbowały do mnie dotrzeć, ale ja chciałem tylko zasnąć. Po tamtym bezbolesnym badaniu nabrałem przeświadczenia, że śmierć będzie zupełnie jak sen”.

8
Według jego dziewczyny Łangczen zabił się, bo miał AIDS. Kiedy nasz wspólny znajomy powiedział, że o Łangczenie nic nie wie, ale ona choruje na pewno, włosy zjeżyły mi się na głowie.

 

 

 

 

Sangdor – inkarnowany lama, który wywołał „zgorszenie”, wybierając życie świeckie – jest jednym z najbardziej znanych poetów „trzeciego pokolenia”; używa tradycyjnych miar wierszowych i systemów wersyfikacyjnych do przekazywania współczesnych treści.

Za magazynem „Mądrość