Na Północnej minął mnie wieczorem chłopak,
który pędził na hulajnodze z klasztoru Sera
z zadartym nosem, błyszczącymi oczami
i bardzo lhaską rozpromienioną buzią,
nucąc piosenkę Michaela Jacksona.
Roześmiałam się
i skręciłam do kwiaciarni
kupić trzy słoneczniki.
Lhasa, 25 czerwca 2026