Dalajlama: O żołnierzach i mnichach

Zawsze podziwiałem odwagę i determinację ludzi, którzy gotowi są stanąć w obronie innych. Pewnie zdziwicie się, słysząc, że moim zdaniem mnisi, żołnierze, marynarze i lotnicy mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Wszystkich nas obowiązuje surowa dyscyplina, nosimy mundury i polegamy na towarzyszach.

Choć wielu może sądzić, że najważniejsza jest siła fizyczna, osobiście uważam, że dobrego żołnierza, marynarza i lotnika – podobnie jak dobrego mnicha – cechuje siła wewnętrzna. Bierze się ona z niezachwianej należytej motywacji, a różnica zasadza się na tym, czy waszym ostatecznym celem jest służenie bliźnim, czy też rozmyślne czynienie krzywdy.

Czasem musimy podejmować działania, które z pozoru sprawiają wrażenie bezwzględnych i srogich, jeśli jednak mamy dobre intencje, nasz czyn nie jest aktem przemocy. Z drugiej strony, słodkie słowa i gesty, służące zwodzeniu, oszukiwaniu i żerowaniu na innych, mogą wydawać się miłe, w istocie są przecież okropnym gwałtem.

W buddyzmie najważniejszym celem jest służenie ludzkości, zatem każdy powinien starać się wnieść coś zgodnego z naszymi ideami i wartościami. Klucz do szczęścia i wolności od cierpienia stanowi spokój wewnętrzny. Jeśli go mamy, możemy rzeczowo i racjonalnie mierzyć się z trudnościami, nie tracąc pogody ducha. Źródłem spokoju umysłu są nauki o miłości, dobroci i tolerancji, wspomniana już zasada działania bez przemocy, a przede wszystkim buddyjska wizja wzajemnej zależności wszystkich rzeczy.

Modlę się, żebyście wszyscy wykonali swoje zadania, a potem wrócili bezpiecznie do waszych domów i rodzin.

 

 

 

Przesłanie z okazji brytyjskiego „Święta Wojska” (w którym służyło wtedy kilkuset buddystów) w 2006 roku.

Za Wales Online