Władze chińskie – ponownie – „ściągnęły wojsko” do pacyfikowanego po raz kolejny Instytutu Studiów Buddyjskich Larung Gar w Sertharze (chiń. Seda), w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan.
Według tybetańskich źródeł „trwa (rozpoczęta 13 lipca) rozbiórka kwater (ponad tysiąca) mnichów, mniszek i świeckich adeptów. Wyburzyli już wszystkie zabudowania na ponad dwóch akrach”. Tybetańczycy szacują, że kolejne kampanie zmniejszyły powierzchnię kompleksu – w którym w okresie największej świetności studiowało 40 tysięcy osób – o połowę.
Na drogach wystawiono posterunki. „Praktycznie nie wpuszczają pielgrzymów i turystów indywidualnych. Zakaz wjazdu dla samochodów prywatnych i wynajętych. Wstęp – na maksimum półtorej godziny – wyłącznie w małych, zorganizowanych i ściśle nadzorowanych grupach, którym wolno się przemieszczać się tylko po wyznaczonym obszarze”. Każdy odwiedzający musi też wypożyczyć lokalizator za 200 yuanów (110 PLN).
„Nigdy nie było tu tylu żołnierzy i tajniaków. Pilnują mieszkańców i przyjezdnych. Uprzykrzają życie duchownym. Zabraniają robienia zdjęć i latania dronami. Ludzie są przekonani, że podsłuchują wszystkie rozmowy w Larung Garze i okolicy”.
Tybetańskie źródło podaje, że 11 sierpnia „jeden z mnichów na znak protestu wystawił w oknie wielki portret poprzedniego Panczenlamy i został natychmiast zabrany przez policję. Nie wiadomo, co się z nim dzieje”.
