Richard Gere: Ustawowe transgraniczne represje

Kilka dnia przed dziewięćdziesiątymi pierwszymi urodzinami Dalajlamy w ChRL zacznie obowiązywać jedna z najbardziej niepokojących ustaw. Tytułowe „etniczna jedność i postęp” nie brzmią groźnie, podobnie jak „harmonia społeczna” i „wspólna przyszłość”, którym służyć mają nowe przepisy, jeśli jednak przeczytacie cały dokument, przekonacie się, że macie powody do niepokoju, gdyż Pekin przyznaje sobie właśnie prawo do ścigania krytyków polityki Chin na całym świecie, także w Stanach Zjednoczonych.

Artykuł 63 wzywa władze chińskie do zwalczania wszystkich organizacji i osób „podkopujących etniczną jedność i postęp albo wywołujących podziały etniczne”, czyli autorów każdej wypowiedzi, która zdaniem Komunistycznej Partii Chin kwestionuje jej wizję Tybetu, Turkiestanu Wschodniego oraz innych nacji i grup wyznaniowych.

Pekin od dawna inwigiluje i zastrasza dysydentów. W zeszłym miesiącu skazano mężczyznę, którego sąd uznał za agenta chińskiej służby bezpieczeństwa, za prowadzenie „nielegalnego komisariatu” na Manhattanie. Prokuratura wykazała, że Lu Jianwang prześladował rodaków w Stanach Zjednoczonych na polecenie władz chińskiego państwa. Grozi mu trzydzieści lat więzienia za coś, co 1 lipca usankcjonuje ustawa o „postępie”.

Jeśli jesteście ciekawi, dokąd to prowadzi, spójrzcie na Tybet najeżony policyjnymi posterunkami oraz sprzętem do rozpoznawania twarzy i podsłuchiwania rozmów. W każdej tybetańskiej świątyni i wiosce stacjonują partyjni aparatczycy, których zadaniem jest inwigilowanie Tybetańczyków. Mnisi poddawani są „edukacji patriotycznej”, intelektualiści wtrącani do więzień. Jeden z nich, Gangkje Drubpa Kjab, trafił za kraty za posiadanie zdjęcia Dalajlamy, a potem został skazany na 14 lat pozbawienia wolności za „separatystyczne podżeganie”.

Chen Quanguo – były sekretarz KPCh w Lhasie objęty amerykańskimi sankcjami za naruszanie praw człowieka – nadzorował wprowadzanie w Tybecie „kraty” bezpieczeństwa. Przeniesiony do Urumczi, rozwinął ją w bezprecedensowy system kontroli społecznej, którego fundamentem były masowe prewencyjne aresztowania.

Nowe przepisy czynią mandaryński głównym językiem oświaty, administracji i instytucji społecznych, co stoi w jawnej sprzeczności z konstytucją ChRL, która gwarantuje mniejszościom narodowym zachowanie własnych języków i tradycji. Milion tybetańskich dzieci już internowano w kolonialnych szkołach, w których oddzielone od rodzin poddawane są systematycznej indoktrynacji.

Ustawa zobowiązuje wszystkie „czynności religijne” do „wzmacniania narodowej jedności” i sinizacji, przez którą przewodniczący Xi Jinping rozumie całkowite podporządkowanie tradycji i wiary ideologii komunistycznej. W przypadku buddyzmu tybetańskiego – w którym język, kultura i społeczeństwo stanowią nierozdzielną całość – oznacza to nadzorowaną przez państwo zagładę. Stawka wzrośnie, kiedy przyjdzie do wskazywania następnego Dalajlamy. Pekin już zastrzegł, że leży to wyłącznie w jego gestii. Oznacza to, że Chiny mianują własnego hierarchę i będą robić wszystko, żeby zmusić świat do jego uznania.

Amerykańscy politycy muszą zrozumieć, że chińska ustawa o jedności etnicznej i postępie – a więc ideologiczna jurysdykcja Pekinu – ma obowiązywać na terenie Stanów Zjednoczonych, zmieniając prześladowania Tybetańczyków w kluczowy element globalnych zmagań wolności z autokracją.

Ledwie 250 kilometrów od granicy Tybetu, w indyjskiej Dharamsali, jest przecież źródło nadziei i inspiracji dla świata: Dalajlama oraz tybetański rząd na wychodźstwie. Duchowe i moralne przywództwo, które propaguje współczucie i dobroć, uosabia triumf wolności i wiary nad opresją dyktatury – i zasługuje na poparcie Stanów Zjednoczonych. Trzeba przekuć je w odpowiednie ustawy, które wzmocnią demokratycznie wybrane władze emigracyjne i zapewnią Tybetańczykom środki do walki o zachowanie tożsamości i swobody decydowania o własnym losie.

Tybet był traktowany jak marginalny, odległy problem. Nie jest nim. To laboratorium, w którym stworzono najbardziej wyrafinowane, supernowoczesne instrumenty autorytarnej kontroli, które decyzją Pekinu mają teraz zacząć działać u nas. Przyznając sobie prawo do ścigania zagranicznych krytyków swojej polityki etnicznej i każdego, kto nie chce uznać ichniej wizji historii, ChRL testuje społeczność międzynarodową. Nie wolno się na to zgodzić.

 

28 czerwca 2026

 

 

Za WSJ