Na początku października wyjechałam z Pekinu odwiedzić najbliższych w Lhasie. Przez miesiąc oglądałam sobie krzykliwe tudzież subtelne zmiany – te zachodzące systematycznie, i te właściwe „drażliwym” dniom stołecznego kalendarza. Całe miasto dyszy procesem ciągłej transformacji. Z początku wydawało mi się, że idzie na lepsze, bo z naszego skrzyżowania znikł wojskowy posterunek. Jasne, nocą człowiek wciąż potykał się co krok o dziesiątki uzbrojonych żołnierzy na Barkhorze czy Cemonlingu, było ich jednak znacznie mniej niż w marcu, gdy po prostu nie dało się przebić przez patrole.
Asang – zatrzymany w Ngabie (chiń. Aba) w prowincji Sichuan za „śpiewanie o Jego Świątobliwości” – po dwóch miesiącach został „warunkowo zwolniony z więzienia”.
Władze prefektury Szigace (chiń. Xigaze, Rigaze) informują o odwołaniu sekretarza partii okręgu Gjance (chiń. Jiangzi) i „wyciągnięciu konsekwencji” wobec „wielu urzędników” za wyrażenie zgody na sponsorowany przez firmę Arc’teryx pokaz fajerwerków performera Cai Guoqianga.
Władze chińskie zapowiedziały budowę kolejnej zapory wodnej – oraz wysiedlenie dwudziestu tybetańskich wiosek – w prefekturach Colho (chiń. Hainan) i Golog (chiń. Guoluo) prowincji Qinghai.
Jest taki typ, który z upodobaniem pyta mnie: „A jak wy mieszkacie? A co wy jecie?”. Staram się, ale niemal zawsze puszczają mi nerwy i w końcu wyszczekuję: „W jaskiniach, i żremy kamienie. Pasuje?”. Mija chwila i zaczyna się druga runda. „Czy Dalajlama może się ożenić? Uprawiać seks? Do pogrzebu przez powietrze ćwiartuje się zwłoki, prawda? To takie pierwotne i przerażające”.
Anja Sengdra – działacz społeczny z Gade (chiń. Gande) w prefekturze Golog (chiń. Guoluo) prowincji Qinghai – nie został zwolniony z więzienia po odbyciu kary siedmiu lat pozbawienia wolności, którą prawdopodobnie podwyższono o pół roku.