Przez tybetańską Ngabę (chiń. Aba) w prowincji Sichuan przetacza się fala samospaleń młodych mnichów i mniszek, która rozlała się już stamtąd na inne ziemie tybetańskie – do tej pory dokonały ich dwadzieścia cztery osoby. Ostatnią z nich był jak dotąd mężczyzna, który podpalił się w Rebgongu (chiń. Tongren), w Qinghai. Skąd biorą się takie działania? Co powoduje i kieruje tymi, którzy je podejmują?
Hanowie, którzy żyją w Tybecie, widzą na własne oczy cierpienia Tybetańczyków, niemniej żadnemu jeszcze nie zdarzyło się powiedzieć: „trzeba zwrócić tym ludziom wolność”.
Cegon Gjal – były więzień polityczny z Kangcy (chiń. Gangca) w prefekturze Codziang (chiń. Haibei) prowincji Qinghai – „jest w stanie w stanie krytycznym”.
Wspominałam, że Song Xinkuan opisał swoje przeżycia w Lhasie (później znalazłam w sieci dwa inne artykuły na ten temat); rzecz dotyczy wielu uniwersalnych kwestii o charakterze politycznym, religijnym, etnicznym, a nawet biznesowym, warto więc pochylić się nad nią raz jeszcze.
Na początku kwietnia Radio Wolna Azja podało, że „lhaskie Biuro Bezpieczeństwa Publicznego (BBP) zawarło ugodę w sprawie chrześcijanina Songa Xinkuana”. Wcześniej czytałam w sieci, co sam pisał o tamtym zajściu.