W tym roku Święto Wiosny i tybetański Nowy Rok, Losar przypadają w tym samym czasie. Mnóstwo znajomych z Chin właściwych wybiera się za granicę, co więcej, różne kraje znoszą obowiązek wizowy, a my, Tybetańczycy już czwarty rok bez paszportów, skonfiskowanych przez rząd Regionu Autonomicznego. Dlaczego nie wolno nam nigdzie wyjechać? Czemu nasze dzieci nie mogą studiować za granicą? To, co wyprawiają władze lokalne, jest niezgodne z konstytucją państwa! Dlaczego organy ścigania patrzą na to przez palce?!
Według tybetańskich źródeł 13 marca policja uprowadziła Dziamjanga Dzinpę, mnicha klasztoru Labrang Taszikjil w Sangczu (chiń. Xiahe), w prefekturze Kanlho (chiń. Gannan) prowincji Gansu.
Policja zatrzymała siedmiu mnichów z klasztoru Cenden w niespokojnym okręgu Sog (chiń. Suo) prefektury Nagczu (chiń. Naqu), w Tybetańskim Regionie Autonomicznym.
W tym roku Tybetańczycy nie mogą wybrać się z pielgrzymką na Kailaś, jednak „niepisana zasada” pozwala na to wszystkim chętnym Chińczykom. „Miejscowych na górę nie puszczają, natomiast obcy bez kłopotu zdobędą potrzebne zezwolenie w swoich stronach – skarży się tybetański obywatel sieci. – W ten sposób z jawnego pogwałcenia swobód religijnych robi się na dodatek apartheid”. W tym samym czasie na Weibo ukazało się ogłoszenie, z którego wynika jasno, że na naszej świętej górze zarabia firma z Pekinu.
Mniszki klasztoru Drakkar Ganden Czoling w Dału (chiń. Daofu), w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan odmówiły przyjęcia prezentów od aparatczyków, którzy dziewiątego marca złożyli wizytę w świątyni.
Policjanci otworzyli ogień do trzech tybetańskich motocyklistów, którzy 10 marca nie zatrzymali się do kontroli w wiosce Dronru, w okręgu Draggo (chiń. Luhuo) prefektury Kardze (chiń. Ganzi), w prowincji Sichuan. Jeden z nich jest ranny.