Pająk
nigdy się nie plącze
w swojej lepkiej sieci
Congon Cering – autor opublikowanego w mediach społecznościowych apelu do „władz centralnych” – został zatrzymany przez policję w Zungczu (chiń. Songpan), w prefekturze Ngaba (chiń. Aba) prowincji Sichuan.
Choć wszyscy ją słyszeli, nie każdy wie, co znaczy mantra OM MANI PEME HUNG.
Policja zatrzymała czterech chłopców, nowicjuszy z klasztoru Lhamo Kirti, którzy „nie dali się zabrać do państwowej szkoły z internatem”.
Śniła mi się mama, uśmiechała się kącikami ust.
Znów dotykałyśmy się czołami. We śnie
czułam, że jestem dla niej lepsza.
Władze chińskie „osadziły w szkole z internatem ostatnich dwustu uczniów” przyklasztornej szkoły w Dzoge (chiń. Ruoergai), w prefekturze Ngaba (chiń. Aba) prowincji Sichuan.
Nazywam się Congon Cering.
Mieszkam w miejscowości Ceruma, w okręgu Zungczu Tybetańskiej Prefektury Autonomicznej Ngaba, w prowincji Sichuan.
Pod własnym nazwiskiem składam zawiadomienie w sprawie nielegalnego wydobywania piaskowca przez firmę Xianhe z Anhui.
Adzin – mnich z klasztoru Pasze bity i torturowany za próbę ucieczki do Indii – zmarł w 2004 roku wkrótce po zwolnieniu z więzienia.
Jestem dziwnie spokojny, że jeśli płynie w was tybetańska krew, podpiszecie się pod tym oburącz.
Raz, mamy nadzieję, że zatwierdzi się standardowy język tybetański. Osiemdziesiąt sześć procent Tybetańczyków uważa, że powinien być nim dialekt lhaski. To klucz do płynnej komunikacji rodaków z różnych regionów.