Przemoc, zbrodnie, wojny i katastrofy – kiedy włączamy rano radio albo otwieramy gazetę, zalewa nas fala smutnych wiadomości. Nie pamiętam dnia, w którym nie informowano by o czymś strasznym. Nie ulega wątpliwości, że nawet w tej epoce naszemu bezcennemu życiu ciągle coś zagraża. Nigdy wcześniej ludzie nie odbierali tylu złych wiadomości. Ciągła świadomość strachu i napięcia zmusza każdego wrażliwego, współczującego człowieka do zadawania sobie pytań o stan naszego świata.
Nazwaliśmy to loterią. Wygrywało się wyjazd do Ameryki. Na liście sporządzonej przez tybetański rząd było tysiąc nazwisk. Jak się na niej znalazły? Przygotowali papierowe zwitki, wrzucili do pudła, porządnie potrząsnęli i wylosowali tysiąc szczęśliwców?
Problemy, przed którymi stoi dziś ludzkość, wymagają pozytywnego nastawienia i współczucia. Wierzę, że znajdziemy rozwiązanie, jeśli obudzimy w sobie poczucie odpowiedzialności powszechnej: bezinteresowne pragnienie robienia czegoś dla innych. Tybetańskie słowo, które oddaje się jako „współczucie”, zawiera w sobie determinację i odwagę, niezbędne do wprowadzenia tego zamiaru w życie.