Poeta narodził się pewnej
długiej śnieżnej nocy
ze zgiełku i zatracenia.
Szef administracji Tybetańskiego Regionu Autonomicznego – którym na mocy konstytucji ChRL jest przedstawiciel tzw. „mniejszości” – przyjmuje zagraniczną delegację parlamentarną w Lhasie.
Kiedy tak patrzę, co się wyprawia w naszej i światowej polityce, przypomina mi się przypowieść ze słynnego eseju Genduna Czophela o madhjamace Nagardżuny.
Królu mędrców, Siakjamuni, niedościgły Buddo z mocy porzucenia i rozwinięcia,
Wraz z synami serca, Majtreją i Mandziuśrim, siedmioma patriarchami,
Siedemnastoma niezrównanymi panditami i całym orszakiem
Przyglądając się światu,
widzę jedną chryzantemę,
samotną samotność,
i nadchodzącą śmierć.
Pokój i życie na Ziemi są zagrożone działaniami ludzi, którzy nie dbają o ludzkie wartości.
Dokładnie o jedenastej jedenaście odebrałam połączenie z numeru 13989990059. Męski głos oświadczył, że należy do oficera Biura Bezpieczeństwa Publicznego Miasta Lhasa, i bez zbędnych ceregieli wezwał mnie pilnie tamże.
Rano przyszedł gesze
wygłosić wykład
o truciznach umysłu,
z których, jak powiedział,
biorą się nasze radości i smutki.