O, Bracie – dumo naszego narodu!
O, Bracie – tarczo Krainy Śniegu!
O, Czcigodny – światłości współczucia!
O, Bracie – dumo naszego narodu!
O, Bracie – tarczo Krainy Śniegu!
O, Czcigodny – światłości współczucia!
Od zawsze fascynuje mnie ta historia.
Drigum Cenpo, ósmy król Tybetu, wściekły na stajennego, zamachnął się mieczem i niechcący przeciął magiczny sznur, który łączył go z niebiosami, zapewniając nieśmiertelność całemu rodowi. Umarł pokonany i nie mogąc wrócić do świata bogów, zostawił na ziemi doczesne szczątki, przy okazji posyłając do grobu dynastię.
W tym pomyślnym dniu upamiętniającym narodziny, przebudzenie i parinirwanę Buddy Siakjamuniego zanoszę modlitwy i składam najserdeczniejsze życzenia każdemu członkowi naszej globalnej buddyjskiej rodziny.
Piszę o tym o tym okropnym błazeństwie po raz któryś.
Taniec „ubijania masła” nie ma nic wspólnego z tradycją tybetańską.
Latem w Lhasie
robi się ciemno po dziesiątej.
Wedle czasu pekińskiego, rzecz jasna,
po naszemu zmierzcha koło ósmej.
Gorejący klejnot zgasł w ogniu
Młody głos rozpłynął się w wietrze
Piękny uśmiech znikł ze słońcem
Czysty umysł przepadł w bardo
– Za co ci wlepili dziesięć lat? – pyta więzień polityczny skazanego, którego właśnie przywieziono do Drapczi.
Przyszła wiosna
przyszła wiosna do Lhasy
Piaskowe burze codziennie
nawiedzają zrujnowane uliczki