Byłam w Dharamsali,
Widziałam samego Dalajlamę
I słuchałam nauk o współczuciu
Tybetańskiego mistrza medytacji.
Byłam w Dharamsali,
Widziałam samego Dalajlamę
I słuchałam nauk o współczuciu
Tybetańskiego mistrza medytacji.
Indyjskie media informują o szykanach, jakie spotkały kolejnego pasażera na lotnisku w Szanghaju. Tym razem chińskie służby zakwestionowały nie paszport, a „wygląd”.
Kiedy tak patrzę, co się wyprawia w naszej i światowej polityce, przypomina mi się przypowieść ze słynnego eseju Genduna Czophela o madhjamace Nagardżuny.
Rano przyszedł gesze
wygłosić wykład
o truciznach umysłu,
z których, jak powiedział,
biorą się nasze radości i smutki.
Nazwaliśmy to loterią. Wygrywało się wyjazd do Ameryki. Na liście sporządzonej przez tybetański rząd było tysiąc nazwisk. Jak się na niej znalazły? Przygotowali papierowe zwitki, wrzucili do pudła, porządnie potrząsnęli i wylosowali tysiąc szczęśliwców?
Skosztowałam marynowane mięso, które przywiózł
opatulone w plastikowe torby i gazety. Matka
zdejmowała je warstwa po warstwie,
odlepiając słowa ze szkła niczym opatrunek
Zega Gjaco – mnich klasztoru Cang w Gepasumdo (Thunte, chiń. Tongde), w Colho (chiń. Hainan), w prowincji Qinghai – 2 lipca został zatrzymany za „wysłanie pieniędzy za granicę”.
Przyjazd do Dharamsali jest słodki i ciężki niczym zanurzenie się w miodzie. Dla tybetańskiej diaspory ten zatłoczony kurort w indyjskich Himalajach pełni rolę stolicy udręczonego narodu. W cieniu gór Tybetu nasi dziadowie stworzyli dom dla tysięcy rodaków uciekających przed chińskim okupantem. Na tutejszych straganach sprzedaje się momo i laphing, mnisi i turyści okrążają świątynie, plakaty zapraszają na wykłady, demonstracje i koncerty.
Nie pamiętam, kiedy i jak dowiedziałem się, że Jiszin Norbu nosi także imię Dalajlamy. Po tybetańsku jiszin znaczy „czego chce umysł”, a norbu – „klejnot”. Dla większości z nas Jego Świątobliwość jest zatem „Klejnotem Spełniającym Życzenia”.