Marzec jest dla Tybetańczyków miesiącem niespokojnym z uwagi na nagromadzenie ważnych rocznic, symbolizujących dramatyczne zmiany (poczynając od 1959 roku). Podobnie wygląda to w Chinach za sprawą fantastycznego dorocznego spektaklu lianghui, czyli „dwóch posiedzeń” Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych i Ogólnochińskiej Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej. Rysownik, który ma na pieńku z dyktaturą, obdarzył ich uczestników długimi nosami, które – powie wam każde dziecko – znamionują łgarzy.
Prezydencki dekret mający ograniczyć korzystanie z aplikacji mobilnej WeChat, która od 20 września nie będzie dostępna na platformie dystrybucji cyfrowej App Store, stał się kolejną kością niezgody w coraz gorszych relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. W przeciwieństwie do większości posunięć administracji Donalda Trumpa ta decyzja powinna jednak dobrze służyć prawom człowieka.
Nie zważając na obiekcje ekspertów (którzy tłumaczą, że koczownicy i ich stada stanowią nie zagrożenie, a integralną część środowiska naturalnego Płaskowyżu Tybetańskiego) i międzynarodowe zobowiązania (do „pełnego poszanowania tradycyjnej kultury, wierzeń i zwyczajów” rdzennej ludności, zajmującej się tu głównie pasterstwem i zbieractwem) Pekin wysiedla tysiące tybetańskich nomadów z rezerwatu „Góry Qilian”.
Każdy widzi, że telefony i WeChat w kilka lat przeobraziły i wciąż zmieniają życie w Tybecie. Z dnia na dzień pojawiają się też nowe problemy – choćby mieszane małżeństwa zawierane przez Tybetanki. Wiele kobiet nabiera się na gładkie słowa i miraż bogactwa. Uczennice i studentki skupiają się nie na zdobywaniu wiedzy, a na wyniku egzaminu. Znają wagę ojczystego języka, ale zamiast coś z jego pomocą osiągać, błyskawicznie zachodzą w ciążę. Rodzice, nauczyciele, wychowawcy próbują szukać rozwiązań i zapewnić możliwie najlepsze wykształcenie tak chłopcom, jak dziewczętom. Do tej pory w Tybecie i na wychodźstwie poprzestawano na wyliczaniu problemów, nie biorąc za nic odpowiedzialności. W takich „dyskusjach” kobiety były najczęściej przedmiotem drwin i krytyki.
Według tybetańskich źródeł od początku sierpnia Mangrę (chiń. Guinan) w prefekturze Colho (chiń. Hainan) prowincji Qinghai nawiedzają ulewne deszcze i gradowe burze.