Żyjemy na wygnaniu od niemal pięćdziesięciu pięciu lat – nakłada to na nas wielką odpowiedzialność.
Sytuacja w ojczyźnie jest tak zła, że protesty naszych rodaków przybrały już postać samospaleń. Za sprzeciw wobec chińskich rządów wielu cierpi w więzieniach. Niemniej ich duch pozostaje silny jak chyba nigdy wcześniej.
„Zaraz po urodzinach Jego Świątobliwości” (6 lipca) policja zatrzymała Palczunga, młodego tybetańskiego pieśniarza z Ngaby (chiń. Aba) w prowincji Sichuan.
Władze chiński „kazały usunąć” wszystkie portrety Kirti Rinpoczego z jego klasztorów w Ngabie (chiń. Aba), w prowincji Sichuan, i zakazały mnichom odbycia dorocznego zgromadzenia.
Przyjazd do Dharamsali jest słodki i ciężki niczym zanurzenie się w miodzie. Dla tybetańskiej diaspory ten zatłoczony kurort w indyjskich Himalajach pełni rolę stolicy udręczonego narodu. W cieniu gór Tybetu nasi dziadowie stworzyli dom dla tysięcy rodaków uciekających przed chińskim okupantem. Na tutejszych straganach sprzedaje się momo i laphing, mnisi i turyści okrążają świątynie, plakaty zapraszają na wykłady, demonstracje i koncerty.
Asang – tybetański pieśniarz piszący pod pseudonimem Cugte – został zatrzymany przez policję „na początku lipca” w Ngabie (chiń. Aba), w prowincji Sichuan.
Pod koniec czerwca władze chińskie zakazały obchodzenia święta Lurol w Rebgongu (chiń. Tongren), w prefekturze Malho (chiń. Huangnan) prowincji Qinghai.
Ledwie opadła fala tsunami, które w marcu 2011 roku zabrało w Japonii ponad osiemnaście tysięcy osób, mieszkający w Indiach Dalajlama wyraził pragnienie obycia „pielgrzymki” do Ishinomaki. Kilka miesięcy później byłem z nim w praktycznie zrównanej z ziemią rybackiej wiosce.