Kiedy siedziałem w więzieniu w Tengzhou, przez sto czterdzieści dni nie miałem żadnego kontaktu z rodziną. Do żony udało mi się zadzwonić dopiero 19 października 2009 roku, po przeniesieniu do zakładu karnego w Zaozhuangu. W międzyczasie próbowano mnie zabić.
»Przyszliśmy tu aż z Szolu, żeby usłyszeć, że nie wolno nam zrobić [tradycyjnej] rundki [pielgrzymów wokół buddyjskiego sanktuarium]. Rozejrzyjcie się tylko – wokół pełno Chińczyków. Jakbyśmy byli gdzieś w Chinach.
Według niezależnych źródeł w kwietniu policja „zatrzymała kilka osób” w Driru (chiń. Biru), w prefekturze Nagczu (chiń. Naqu) Tybetańskiego Regionu Autonomicznego.
Tybet przykuwa uwagę świata już od miesiąca. Jeśli reżim Hu i Wena nie znajdzie konstruktywnego rozwiązania, tybetańskie protesty oraz oburzenie społeczności międzynarodowej mogą potrwać do lata i położyć się cieniem na igrzyskach olimpijskich. Ostrzeżeniem niech będą demonstracje na trasie zagranicznej sztafety ze zniczem.
Według organizacji Human Rights Watch (HRW) władze chińskie skazały na kary do 20 lat więzienia czterech tybetańskich mnichów, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa.
Jak przełożyć intelektualne zrozumienie na praktykę, kiedy wiemy już, czym jest ścieżka do Przebudzenia i pustość (co stanowi niezbędny punkt wyjścia)?
Niezależny chiński tygodnik 20 czerwca opublikował artykuł o „pasie śmieci” w rezerwacie Kokoszili (mong. Hoh Xil, tyb. Aczen Gangjap), w prefekturze Juszu (chiń. Yushu) prowincji Qinghai. Temat podchwyciły chińskie i światowe media.
Jako adepci duchowości stawiamy na prostotę. Nie myślimy bez końca o własnej wygodzie, ale też unikamy przesadnej ascezy, ponieważ praktyka służy przeobrażaniu stanu umysłu, a nie fizycznej pokucie. Warto pamiętać, że nie robimy tego dlatego, że tak kazał Budda. To my cierpimy z powodu umartwiania się i folgowania sobie. I my wychodzimy lepiej na powściąganiu inklinacji do tych skłonności.
Lobsang Tenzin 20 czerwca próbował dokonać samospalenia w Dharamsali na znak protestu przeciwko „parlamentarnemu impasowi” i zachowaniu nowo wybranych deputowanych.