Archiwum kategorii: Teksty

Departament Bezpieczeństwa Biura Informacji Zarządu Komunikacji TRA: Rozporządzenie w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu sieci informacyjnych do dzielenia państwa i podkopywania narodowej jedności

W celu poprawienia zarządzania internetem oraz mocnego uderzenia w nielegalne i przestępcze działania, polegające na wykorzystywaniu sieci informacyjnych do dzielenia państwa i podkopywania narodowej jedności – zgodnie z kodeksem karnym, kodeksem postępowania administracyjnego, ustawą o cyberbezpieczeństwie, listą dwudziestu zakazów dotyczących komunikacji sieciowej w TRA oraz innymi ustawami i przepisami, takimi jak zasady ochrony bezpieczeństwa sieci i sieci międzynarodowych – zakazuje się wykorzystywania sieci informacyjnych do dzielenia państwa i podkopywania narodowej jedności poprzez:

Czytaj dalej

NN: Do niektórych urzędników i przywódców

Wszystko budzi się właśnie do nowego życia, a wielu rodaków woła o strzeżenie ziemi naszych dziadów lub śpiewa pieśń cierpienia. Chwała im za to. Niemniej część aparatczyków i przywódców, którzy zapomnieli o interesach narodu tybetańskiego, krzyki te olewa, a pieśni nie słyszy w ciepełku schodowych klatek. Żal od tego ściska, więc rzucam im moje dwa grosze pod rozwagę.

Czytaj dalej

Oser: Wspaniałości klasztoru Dzogczen

Przed wizytą w klasztorze Dzogczen rozbiliśmy namiot na łące w okręgu Dege, rodzinnych stronach mojego ojca, czułam więc słodko-gorzkie rozrzewnienie. Jak każdy, kto wiele podróżował po Tybecie, siedząc na trawie, wsłuchując się w mruczenie płynącej nieopodal rzeki i patrząc na chmury, których purpura zmienia się powoli w czerń, wiem całą sobą, że znajduję się w najcudowniejszym miejscu na ziemi, jednak wielkie, łyse plamy na zielonych górskich zboczach uparcie przypominają o zagładzie naszych lasów.

Czytaj dalej

Oser: Kult portretu

Kiedy ruszaliśmy do Khamu w lipcu 2011 roku, zamierzaliśmy robić kilkudniowe popasy, ale już w Juszu przylepił się do nas samochód okręgowej policji (podlegającej władzom prowincji Qinghai), a od Manikengo towarzyszył nam cień z Kardze (czyli Sichuanu), zmuszając mnie do zmiany planów i wpadania wszędzie jak po ogień, czasami ledwie na parę godzin czy nocleg. W takich okolicznościach trudno spotykać się z ludźmi; wiadomo, że ubecja zrobi widły z każdej igły, a nikt nie chce zatruwać życia przyjaciołom.

Czytaj dalej