Jiang Tianyong, jeden z najbardziej znanych „adwokatów praw”, któremu odebrano licencję za występowanie w obronie Tybetańczyków, 21 listopada został skazany na karę dwóch lat pozbawienia wolności za „podżeganie do obalenia władzy państwowej”.
Biuro Bezpieczeństwa Publicznego okręgu Maczu (chiń. Maqu) w prefekturze Kanlho (chiń. Gannan) prowincji Gansu 8 października wydało zarządzenie z listą dziewięciu cenzorskich wymogów dla administratorów stron internetowych, czatów i grup dyskusyjnych.
Grupy robocze rozlokowano we wszystkich tysiącu siedmiuset klasztorach Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA). Mówiono mi, że początkowo Pekin chciał zainwestować w to trzy tysiące aparatczyków, ale skończyło się na siedmiu tysiącach. Grupy robocze stoją także w każdej z pięciu tysięcy czterystu tamtejszych osad. W rządowych mediach piszą, że zatrudnili w nich „dwadzieścia tysięcy kadr”; nie mam pojęcia, czy ta liczba obejmuje tamtych ze świątyń.
Według tybetańskich źródeł 30 października zwolniono z więzienia trzydziestopięcioletniego Lobsanga Dzinpę, mnicha klasztoru Zilkar w Tridu (chiń. Chengduo), w prefekturze Juszu (chiń. Yushu) prowincji Qinghai. Informację przekazano z opóźnieniem „z powodu restrykcji, związanych ze zjazdem partii w Pekinie”.
Chińczyk pyta Amerykanina: „Ilu macie dziennikarzy i ile piszą codziennie artykułów?”.
Chińskie media informują o masowych zebraniach i wiecach, służących „propagowaniu ducha” XIX Zjazdu Komunistycznej Partii Chin.
W Instytucie Studiów Buddyjskich Larung Gar – w Sertharze (chiń. Seda), w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan – którym po wydaleniu pięciu tysięcy nadliczbowych duchownych i wyburzeniu ich domów, kierują bezpośrednio partyjni aparatczycy, wystawiono nowe komisariaty i posterunki policyjne.