W tym roku Tybetańczycy nie mogą wybrać się z pielgrzymką na Kailaś, jednak „niepisana zasada” pozwala na to wszystkim chętnym Chińczykom. „Miejscowych na górę nie puszczają, natomiast obcy bez kłopotu zdobędą potrzebne zezwolenie w swoich stronach – skarży się tybetański obywatel sieci. – W ten sposób z jawnego pogwałcenia swobód religijnych robi się na dodatek apartheid”. W tym samym czasie na Weibo ukazało się ogłoszenie, z którego wynika jasno, że na naszej świętej górze zarabia firma z Pekinu.
Mniszki klasztoru Drakkar Ganden Czoling w Dału (chiń. Daofu), w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan odmówiły przyjęcia prezentów od aparatczyków, którzy dziewiątego marca złożyli wizytę w świątyni.
Policjanci otworzyli ogień do trzech tybetańskich motocyklistów, którzy 10 marca nie zatrzymali się do kontroli w wiosce Dronru, w okręgu Draggo (chiń. Luhuo) prefektury Kardze (chiń. Ganzi), w prowincji Sichuan. Jeden z nich jest ranny.
Władze chińskie wprowadzają nadzwyczajne środki bezpieczeństwa w związku z newralgicznymi rocznicami, które w tym roku zbiegają się z jednym z najważniejszych buddyjskich świąt i wiosennymi wakacjami.
Tybetańscy chłopi z prefektury Deczen (chiń. Deqin) w prowincji Yunnan powitali Nowy Rok kalendarza księżycowego spaleniem posiadanych futer dzikich zwierząt i ślubowaniem, że nigdy nie będą ich nosić.