W 75. rocznicę zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki apeluję do rządów, organizacji i jednostek o przypomnienie sobie, że osiągnięcie pokoju powinno być najważniejszym celem naszego życia.
W 75. rocznicę zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki apeluję do rządów, organizacji i jednostek o przypomnienie sobie, że osiągnięcie pokoju powinno być najważniejszym celem naszego życia.
Pięciu Specjalnych Sprawozdawców ONZ upomniało się o Genduna Czokji Nimę, którego władze chińskie uprowadziły – jako sześcioletniego chłopca – gdy zgodnie z buddyjską tradycją zostały w 1995 roku uznany za nowe wcielenie Panczenlamy.
Rano 27 lipca amerykański personel opuścił konsulat Chengdu, który władze w Pekinie kazały zamknąć w ramach retorsji za likwidację chińskiej placówki w Houston.
W kilka dni po chińskim ataku w Ladakhu, który kosztował życie kilkudziesięciu żołnierzy, rząd Indii zakazał używania 59 aplikacji z ChRL, w tym najpopularniejszych Tik Tok i WeChat.
To pokrzepiające, że przywódcy Unii Europejskiej stawili czoło jednemu z największych wyzwań w historii tej organizacji, przyjmując pakiet ratunkowy dla gospodarek osłabionych wskutek pandemii.
Ostatnie posunięcia chińskich władz – z narzuceniem Hongkongowi nowych zasad „bezpieczeństwa” na czele – wydają się pozbawione praktycznego sensu. Ustawa, którą 30 czerwca przyjęło fasadowe Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych, de facto przekreśla model „jednego kraju i dwóch systemów”, obowiązujący od przekazania miasta Chinom przez Brytyjczyków w 1997 roku.
Pięćdziesięciu ekspertów ONZ, zajmujących się ochroną praw człowieka, wystosowało bezprecedensowy apel, wzywając społeczność międzynarodową do podjęcia „wspólnych i zdecydowanych kroków” w celu zapewnienia poszanowania przez Chiny „podstawowych swobód” obywateli oraz „zobowiązań traktatowych”.
Departament Stanu 7 lipca po raz pierwszy ogłosił, że USA nie będą wpuszczać chińskich urzędników, których uznają winnymi „ograniczania dostępu do Tybetu” amerykańskim dziennikarzom, dyplomatom i turystom.
Władze chińskie odrzuciły apelację Anji Sengdry – działacza społecznego z Gade (chiń. Gande) w prefekturze Golog (chiń. Guoluo) prowincji Qinghai.
Już w 2000 roku ówczesny szef chińskiego państwa Jiang Zemin mówił o konieczności „zduszenia głosu wroga oraz propagowania głosu partii w niezliczonych domach i gospodarstwach”. Wkrótce potem władze uruchomiły gigantyczny projekt radiowo-telewizyjny, nazywany „Tybet-Xinjiang” i skierowany głównie do tych dwóch regionów autonomicznych oraz „mniejszościowej” Mongolii Wewnętrznej, Ningxii itd. W pierwszej dekadzie rząd zainwestował w to przedsięwzięcie prawie dziewiętnaście i pół miliarda yuanów (niespełna dziesięć i pół miliarda złotych) i z roku na rok nakłady zwiększa.