Co się stało?
Dziwnie dziś u nas cicho
Władze chińskie „wypuściły setki mnichów i świeckich”, zatrzymanych w związku z protestami przeciwko budowie tamy oraz planowi zatopienia dwóch osad i sześciu klasztorów w Dege, w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan.
Dla Tybetańczyków w kraju i na wychodźstwie nastały bardzo trudne czasy. Xi Jinping prowadzi w Tybecie politykę twardej ręki: siłowej asymilacji, powszechnych represji i inwigilacji, które zatrzymały masowe protesty, takie jak powstanie z 2008 roku i wywołana nimi fala samospaleń. Znany chiński akademik powiedział mi niedawno, że Tybetańczycy stali się nową wzorową mniejszością. Jednocześnie Pekin wciąż szkaluje Dalajlamę i Centralną Administrację Tybetańską (CAT) w Indiach, najwyraźniej nie zamierzając wracać do dialogu, który urwał się w 2010 roku.
Phuncog – świecki ze stołecznego okręgu Lhundrub (chiń. Lingzhi) – został zatrzymany za „wysłanie dokumentów za granicę”.
Kiedy opuszczałem dom,
Rodzice powiedzieli mi na pożegnanie:
„Ukończ studia i wracaj
Z dobrymi wiadomościami”.
Gegdziom – młody pieśniarz z Kakhogu (chiń. Hongyuan) w prefekturze Ngaba (chiń. Aba) prowincji Sichuan – został zatrzymany 12 lutego za „występ na noworocznym koncercie”.
Lhundrub – były mnich klasztoru Kirti w Ngabie (chiń. Aba), w prowincji Sichuan – na początku lutego „wyszedł z więzienia okaleczony”.
Phude, matka „znikniętego” przez policję Tenzina Khenrapa, 17 lutego „umarła z rozpaczy”, od roku bezskutecznie błagając o informacje o losie syna.