„Dziennik Tybetański” 10 grudnia opublikował doroczny „raport roboczy” rządu Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA), który zapowiada ułatwienia dla zagranicznych turystów.

„Dziennik Tybetański” 10 grudnia opublikował doroczny „raport roboczy” rządu Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA), który zapowiada ułatwienia dla zagranicznych turystów.

To był upalny, letni dzień, w 1999 roku. Przez Cuglakhang jak zwykle przelewał się tłum pielgrzymów i turystów, a Nima Cering, też jak zwykle, stał w drzwiach i sprzedawał bilety, gotowy do oprowadzania gości z dalekich stron i opowiadania im o świątyni po chińsku albo po angielsku. Taką miał pracę, odmienną od zajęć większości lamów. Jak to mówią w telewizji, „lama przewodnik”. Był jednak kimś więcej niż przewodnikiem, miał wiele innych funkcji, a najważniejsza z nich nazywała się „członek Stałego Komitetu Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych w Lhasie”. I dlatego w TV Xizang czy TV Lhasa pośród tłumu burkliwych urzędników w garniturach często widujemy młodego mnicha w bordowych szatach. Zawsze sprawia wrażenie spokojnego, rozsądnego i pewnego siebie.
Lodi Gjari jest jedną z najważniejszych postaci tybetańskiej diaspory. Jako „specjalny wysłannik” Dalajlamy odpowiada za dwie kluczowe kwestie: stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i kontakty z Chinami. Te pierwsze – w gruncie rzeczy najważniejsze paliwo Tybetu na wychodźstwie – są właściwie jego wyłączną domeną. Mieszkając tam od kilkudziesięciu lat, Lodi Gjari nawiązał kontakty z niezliczonymi przedstawicielami amerykańskiej elity od Białego Domu i Kongresu po celebrytów. Ze wszystkimi doskonale się dogaduje. Pod tym względem jest z pewnością niezastąpiony. Nikt tego nie kwestionuje.
Lodi Gjari Gjalcen Rinpocze – jeden z najwybitniejszych tybetańskich dyplomatów i mężów stanu – 29 października zmarł w szpitalu w San Francisco.
Czworo specjalnych sprawozdawców ONZ 6 sierpnia poprosiło Pekin o wyjaśnienia w sprawie „dwutorowej polityki paszportowej”, która ich zdaniem dyskryminuje Tybetańczyków.
Liu Xia – wdowa po zmarłym w więzieniu nobliście Liu Xiaobo – uzyskała zgodę na opuszczenie Chin i, jak napisał jej brat, „leci zacząć nowe życie w Europie”.
Wyrok Tasziego Łangczuka, skazanego – jako pierwszy Tybetańczyk – z powodu publikacji w zagranicznych mediach, wywołał falę międzynarodowych protestów.
Taszi Łangczuk – biznesmen i społecznik, apelujący o poszanowanie konstytucyjnych praw Tybetańczyków – został skazany na pięć lat pozbawienia wolności przez sąd ludowy w Juszu (chiń. Yushu), w prowincji Qinghai.
Amerykański Senat 25 kwietnia przyjął jednogłośnie rezolucję, w której Stany Zjednoczone po raz pierwszy poruszyły kwestię sukcesji Dalajlamy.
Nazywam się Dhondup Łangczen. Urodziłem się 17 października 1974 roku w chłopskiej rodzinie w Bajanie, w tybetańskim Amdo. Wedle obowiązujących dziś podziałów administracyjnych nasza wioska znajduje się w prefekturze Coszar prowincji Qinghai, w Chińskiej Republice Ludowej.