Pielgrzymowanie jest od wieków jedną z najważniejszych praktyk duchowych tybetańskiej cywilizacji buddyjskiej. Podczas gdy wędrowanie do sanktuariów w kraju i poza jego granicami cementuje ciągłość naszej kultury, rodzinne więzi i zbiorową tożsamość, władze chińskie czynią z niego instrument inwigilacji i kontroli.
Pod koniec czerwca władze chińskie zakazały obchodzenia święta Lurol w Rebgongu (chiń. Tongren), w prefekturze Malho (chiń. Huangnan) prowincji Qinghai.
Połączenie supernowoczesnych środków inwigilacji i dozoru z wyprowadzeniem na ulice uzbrojonych żołnierzy, wszechobecnością policji, funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, partyjnych aparatczyków i informatorów sprawiło, że w Tybecie świętowano Ghoton – dziewięćdziesiąte urodziny Dalajlamy – symbolicznie i po kryjomu.
W ramach przygotowań do obchodów 60-lecia Tybetańskiego Regionu Autonomicznego władze chińskie każą umieszczać na bramach i murach klasztorów buddyjskich hasło: „Bądźcie wdzięczni partii, słuchajcie partii i idźcie za partią”.
Tybetańczycy protestują przeciwko maczużnikom z „chińskich fabryk”, sprzedawanym jako „organiczna” jarca gumbu (dosłownie „latem trawa, zimą robak”) z „wysokogórskiego Tybetu”.
Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji (TCHRD) z Dharamsali informuje o zatrzymaniu Kelsanga, który „poskarżył się w mediach społecznościowych, że jest szykanowany przez władze lokalne” w Dengczenie (chiń. Dingqing), w prefekturze Czamdo (chiń. Changdu) Tybetańskiego Regionu Autonomicznego.
Jestem zwykłym mieszkańcem wioski Sedrak w okręgu Dengczen (chiń. Dingqing), w mieście Czamdo (chiń. Changdu). Piszę te słowa z sercem pełnym bólu i rozpaczy. Moja rodzina zmaga się z wieloma problemami, w tym brakiem wody i elektryczności.
Organizacja Human Rights Watch (HRW) informuje, że Pekin „mnoży restrykcje”, utrudniając zdobycie paszportu i opuszczenie kraju. W najtrudniejszej sytuacji są „dyskryminowani podwójnie” Tybetańczycy i Ujgurzy.
W przeddzień tragedii w Dingri emerytowany aparatczyk publicznie oskarżył administrację okręgu Juszu (chiń. Yushu) w prowincji Qinghai o marnotrawstwo i sprzeniewierzenie środków dla ofiar trzęsienia ziemi z kwietnia 2010 roku.
Rokrocznie dwa, trzy tysiące Tybetańczyków uciekają ze swojej ojczyzny. Z reguły wędrują przez Nepal do Indii, choć niektórzy trafiają później do innych państw. Są wśród nich dzieci, które chcą się uczyć, i pielgrzymi, pragnący zobaczyć Dalajlamę i wrócić potem do Tybetu. Wielu wracać jednak nie zamierza – w tym byli więźniowie polityczni: mnisi, mniszki i świeccy, dla których życie za murami więzienia okazało się tak trudne, iż musieli, najczęściej niechętnie, zdecydować się na ucieczkę za granicę.