Odnoszę wrażenie, że rok po roku wielu Tybetańczyków z Gansu i Sichuanu małpuje inne nacje, tracąc w ten sposób własną tożsamość. Wstyd i strata dla nas wszystkich, może więc warto, żebyśmy zastanowili się nad tym razem i osobno. Jak mamy umawiać się na obchodzenie Losaru, skoro nie widać końca cierpień Tybetańczyków? W dodatku tu i tam pojawiają się rozporządzenia, które zmuszają nas do przełknięcia bólu i przylepienia do twarzy głupiego uśmiechu.
Według niezależnych źródeł policja zatrzymała czterech Tybetańczyków, którzy „newralgicznego” 11 marca palili kadzidło i modlili się na zboczu góry w Zato (chiń. Zaduo), w prefekturze Juszu (Yushu) prowincji Qinghai.
W Dniu Ziemi, w 2021 roku apeluję do braci i sióstr na całym świecie o przyjrzenie się wyzwaniom i sposobnościom, przed którymi wspólnie stoimy na naszej niebieskiej planecie.
Władze chińskie „uszczelniają” granicę Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA) przed 70. rocznicą „pokojowego wyzwolenia Tybetu”, ogłaszając listę piętnastu „zakazanych czynności”, które i tak były wcześniej nielegalne.
Według tybetańskich źródeł w ostatnich tygodniach policja zatrzymała „bez powodu” sześciu działaczy społecznych z prefektury Kardze (chiń. Ganzi) w Sichuanie.
Rinczen Cultrim, zatrzymany przez policję 1 sierpnia 2019 roku w Ngabie (chiń. Aba), w Sichuanie, został skazany na cztery lata (w innej wersji: na cztery i pół roku) pozbawienia wolności i osadzony w więzieniu, w Chengdu.
Sto pięćdziesiąt tysięcy Tybetańczyków na wychodźstwie stanowi ledwie dwa procent całej populacji – 6,3 miliona pozostaje w ChRL – niemniej skutecznie szarga wizerunek Chin w kraju i za granicą. W styczniu 77 procent uprawnionych oddało głos w pierwszej turze wyborów przywódcy Centralnej Administracji Tybetańskiej w Indiach.
Władze chińskie przeprowadziły karną kampanię w rodzinnej wiosce Tenzina Nimy, dziewiętnastoletniego mnicha, który zmarł w styczniu po zwolnieniu z aresztu w Serszulu (chiń. Shiqu), w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan.