Kiedy tylko pomyślę o działających dziś w Lhasie niezliczonych „grupach edukacyjnych” i propagowanej w nich „wiedzy”, którą wtłacza się w ludzi tylko dlatego, że na początku roku wybrali się do Bodh Gai słuchać udzielanych przez Jego Świątobliwość Dalajlamę nauk Kalaczakry – staje mi przed oczami obraz grupki rodaków. Spotkałam ich w Lhasie: wszyscy są sędziwymi obywatelami i emerytami, łączy ich żarliwa wiara w buddyzm oraz prześladowania religijne, których padli ofiarą.
Władze chińskie organizują wiece i seminaria, poświęcone sierpniowemu siódmemu forum, podczas którego przewodniczący Xi Jinping zapowiedział sinizację Tybetu zmienianego w „twierdzę nie do zdobycia”.
Walcząc z biedą, niedożywieniem i głodem, wywołanymi przez konflikty i klęski żywiołowe, Światowy Program Żywnościowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (WFP) pomaga najbardziej zagrożonym i najbardziej potrzebującym, niosąc pociechę i ukojenie tam, gdzie brakuje ich najbardziej.
Cegon Gjal – były więzień polityczny z Kangcy (chiń. Gangca) w prefekturze Codziang (chiń. Haibei) prowincji Qinghai – „jest w stanie w stanie krytycznym”.
Wywołałam spore zamieszanie, nie zgadzając się z przywódcami rządu emigracyjnego, choć poszło tylko o to, że moim zdaniem fala samospaleń w Tybecie zaczęła się w dwa tysiące dziewiątym, a nie rok później. Za granicą podniosły się zaraz napuszone głosy, że trudne czasy wymagają jedności i powstrzymania się od niepotrzebnej krytyki, że sprawy błahe nie powinny wpływać na generalia, że władzę liderów należy dziś wzmacniać, a nie podkopywać wydumanymi pretensjami. Jako poddana autorytarnego reżimu znam tę litanię na pamięć – tu dokładnie takimi samymi zaklęciami apeluje się bezustannie o „wspólną” wolę, działania i dyscyplinę.
W Trzecim Komitecie Zgromadzenia Ogólnego ONZ 39 państw – w tym Polska – wyraziło zaniepokojenie naruszaniem praw człowieka w Chińskiej Republice Ludowej.
Lhamo – popularna vlogerka z Ngaby (chiń. Aba) w Sichuanie – 14 września została oblana benzyną i podpalona przez byłego męża podczas internetowej transmisji. Brutalne zabójstwo wywołało szok i gwałtowną dyskusję o przemocy domowej w społeczeństwie tybetańskim.
Coś mi się przytrafiło 24 września i uważam, że nie jest to sprawa prywatna. Moim zdaniem, w dobie dominacji internetu i mediów społecznościowych ma ona wymiar publiczny i zasługuje na uwagę. Mówię tu o zawieszeniu mojego prywatnego profilu na Facebooku, którego używałam od dwunastu lat, założonego przed siedmioma miesiącami profilu publicznego oraz osobistego konta w aplikacji Messenger.