Stałem sam
pośrodku Kokoszili
obserwując w milczeniu
stado cziru.
Amerykańska fundacja Dui Hua opublikowała informację o dziewięciu Tybetańczykach skazanych w tym roku za „separatystyczne podżeganie” w prefekturze Kardze (chiń. Ganzi) prowincji Sichuan.
Nie mogliśmy zrobić nic ważnego dla religii i kultury ani dla sytuacji materialnej Tybetańczyków.
Chińskie media podają, że od stycznia do sierpnia 2020 roku władze Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA) skierowały ponad pół miliona „bezrolnych robotników wiejskich” na „paramilitarne szkolenia zawodowe”, których celem jest między innymi „reforma przestarzałego myślenia”, „zwiększenie mobilności” i „osłabienie negatywnych wpływów religii”.
Marzec jest dla Tybetańczyków miesiącem niespokojnym z uwagi na nagromadzenie ważnych rocznic, symbolizujących dramatyczne zmiany (poczynając od 1959 roku). Podobnie wygląda to w Chinach za sprawą fantastycznego dorocznego spektaklu lianghui, czyli „dwóch posiedzeń” Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych i Ogólnochińskiej Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej. Rysownik, który ma na pieńku z dyktaturą, obdarzył ich uczestników długimi nosami, które – powie wam każde dziecko – znamionują łgarzy.
Rodzice protestują przeciwko kolejnym zmianom w „polityce oświatowej” w tybetańskich regionach prowincji Qinghai.
Prezydencki dekret mający ograniczyć korzystanie z aplikacji mobilnej WeChat, która od 20 września nie będzie dostępna na platformie dystrybucji cyfrowej App Store, stał się kolejną kością niezgody w coraz gorszych relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. W przeciwieństwie do większości posunięć administracji Donalda Trumpa ta decyzja powinna jednak dobrze służyć prawom człowieka.
Nie zważając na obiekcje ekspertów (którzy tłumaczą, że koczownicy i ich stada stanowią nie zagrożenie, a integralną część środowiska naturalnego Płaskowyżu Tybetańskiego) i międzynarodowe zobowiązania (do „pełnego poszanowania tradycyjnej kultury, wierzeń i zwyczajów” rdzennej ludności, zajmującej się tu głównie pasterstwem i zbieractwem) Pekin wysiedla tysiące tybetańskich nomadów z rezerwatu „Góry Qilian”.
Każdy widzi, że telefony i WeChat w kilka lat przeobraziły i wciąż zmieniają życie w Tybecie. Z dnia na dzień pojawiają się też nowe problemy – choćby mieszane małżeństwa zawierane przez Tybetanki. Wiele kobiet nabiera się na gładkie słowa i miraż bogactwa. Uczennice i studentki skupiają się nie na zdobywaniu wiedzy, a na wyniku egzaminu. Znają wagę ojczystego języka, ale zamiast coś z jego pomocą osiągać, błyskawicznie zachodzą w ciążę. Rodzice, nauczyciele, wychowawcy próbują szukać rozwiązań i zapewnić możliwie najlepsze wykształcenie tak chłopcom, jak dziewczętom. Do tej pory w Tybecie i na wychodźstwie poprzestawano na wyliczaniu problemów, nie biorąc za nic odpowiedzialności. W takich „dyskusjach” kobiety były najczęściej przedmiotem drwin i krytyki.
Władze chińskie ogłosiły program budowy „wiejskich komisariatów”, które mają powstać w każdej osadzie Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA).